Spotkania w Alzacji: Wrocławianka na stażu z Erasmus+

Wakacje mieliśmy spędzać nad polskim morzem. Chcieliśmy zabrać rodziców Sedy’ego, moją mamę i wspólnie pospacerować po gdańskiej starówce oraz sopockiej plaży. Bliżej wyjazdu okazało się jednak, że plany trzeba nieco zmienić i koniec końców przez tydzień wczasowaliśmy się w jednej z gîte w okolicach Sélestat w centralnej Alzacji. (Wynajęcie takiego domku nie jest bardzo skomplikowane, niemniej szczegółowe wskazówki mogą się przydać.)

Drugiego wieczora naszego pobytu wpadł do nas na chwilę właściciel domku (a zarazem pokaźnej farmy położonej nieco niżej) i powiedział “Mam dla was niespodziankę”. Następnego popołudnia przyjechał swoim quadem razem ze stażystką spędzającą wakacje w ich gospodarstwie.

Niespodziewane alzackie spotkania

Tak poznałam Anię, bardzo sympatyczną wrocławiankę, która dzięki programowi Erasmus+ połączyła praktyki studenckie ze szlifowaniem języka francuskiego. Osobiście bardzo lubię takie spotkania, a okazja do porozmawiania po polsku zawsze ogromnie mnie cieszy. Do tego, Ania wprowadziła nas na zaplecze hodowli krów, gdzie moja córeczka mogła po raz pierwszy zobaczyć z bliska krowy i kilkudniowe cielaki. Bardzo się to jej – i mnie też – podobało!

Nie wiem tylko, skąd właściciel farmy wiedział, że jestem z Polski. Pewnie moi teściowie musieli mu coś na ten temat szepnąć.

hodowla krów w Alzacji

Rozmowa z Anią o programie Erasmus+, alzackiej gościnności i francuskich zdziwieniach

Co robisz we Francji?

Odbywam tu mój pierwszy staż. Studiuję weterynarię i po drugim roku realizujemy praktyki hodowlane. Udało mi się połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli wyjechać na praktyki zagraniczne w ramach programu Erasmus+. Dzięki temu mogę zdobyć praktyczną wiedzę na temat hodowli krów mlecznych i przeżyć niezapomniane wakacje we Francji.

Jak załatwiałaś staż?

Szukałam farmy we Francji, która zajmuje się hodowlą bydła mlecznego. Spędziłam kilka miesięcy na przeszukiwaniu Internetu i wysyłaniu maili. Miałam szczęście, że odpowiedź nadeszła z Ferme Lindgrube w Alzacji. Po znalezieniu instytucji przyjmującej pozostało juz tylko zająć się załatwianiem dokumentów.

Czemu zależało Ci na praktykach właśnie we Francji?

Głównie ze względu na język, ale również kulturę, ponieważ mieszkając wśród Francuzów zyskałam o wiele więcej niż postępy w nauce języka. Zawsze marzyłam o wyjeździe do Francji, a podczas ostatnich wakacji poznałam studentkę, która przeżyła już swoją przygodę z Erasmusem w tym kraju i bardzo zachęciła mnie do studiów za granicą. Przed wyjazdem na dwa semestry postanowiłam spróbować 3-miesięcznych praktyk.

Alzacja

Opowiedz o miejscu i o ludziach, z którymi pracujesz, o swoich wrażeniach.

Ferme Lindgrube jest wyjątkowym miejscem. Znajduje się z dala od sąsiadów, otoczona jest wzgórzami, lasem i łąkami, z każdej strony malownicze widoki. Po roku spędzonym w dużym mieście bardzo doceniam wakacje na farmie wśród krów i zieleni.

Osoby, które tu poznałam zaskoczyły mnie gościnnością i otwartością. Na 3 miesiące stałam się członkiem rodziny. Razem pracujmy, spędzamy wolny czas (choć na farmie nie ma go zbyt wiele), zwiedzamy. Dzięki nim poznałam uroki Alzacji, jej potrawy i tradycje. Zaskoczyło mnie to, że byłam gościem nawet na spotkaniach rodzinnych! Bardzo miłe wrażenie zrobiły na mnie poniedziałkowe obiady. W tym dniu na posiłku spotykają się wszyscy pracownicy, razem około 13 osób przy jednym stole- można poczuć prawdziwą francuską convivialité.

Opisując Ferme Lindgrube nie mogę nie wspomnieć  o przepięknych krowach, dla których tu przyjechałam (rasa vosgienne) i produktach wytwarzanych z ich mleka. Codziennie mam okazję próbować pysznych serów i jogurtów. Dodatkowo farma jest gospodarstwem ekologicznym, zwierzęta są utrzymywane w świetnych warunkach i traktowane z prawdziwą miłością. Podczas mojego pobytu miałam okazję wiele się nauczyć: doiłam krowy, karmiłam cielęta, jeździłam quadem, a nawet prowadziłam traktor!

Może coś Cię zaskoczyło we Francji?

Wiele rzeczy! Na samym początku vinegrette, obecny w każdej surówce i sałatce. Był to dla mnie nieznany smak, a teraz nie wyobrażam sobie salade verte bez tego dodatku! Limonade okazała się gazowanym napojem przypominającym sprite’a a nie lemoniadą, jak przypuszczałam zamawiając, ją po raz pierwszy. Znane mi z Polski ciasto i grzanki francuskie to tutaj pâte feuilletée i pain perdu.

Alzacja zaskoczyła mnie tętniącymi życiem miejscowościami. Co weekend organizowane są przeróżne święta, zaczynając od święta kwiatów czy światła a kończą na święcie zupy, czy tarty mirabelkowej (Miluza organizuje święto złotej cebuli – przypis IR). Zdziwiły mnie też filmy we francuskiej telewizji – wszystkie w version française, czyli z dubbingiem. Jestem przyzwyczajona do głosu lektora, więc zaskoczył mnie Pierce Brosnan mówiący po francusku.

Planujesz wrócić? Dlaczego?

Na pewno! Zakochałam się w Alzacji, kolorowych domkach wśród winnic, bocianich gniazdach na dachach, dzielnicy Petite France w Strasbourgu. Z opowieści wiem, że zimą w świątecznej aurze, jest jeszcze piękniej. Za rok planuję wyjechać na studia do Nantes i odwiedzić Alzację, której na pewno będzie mi brakować.

Les amis, jeśli marzycie o wyjeździe do Francji, program Erasmus+ może być jedną z możliwości, aby posmakować francuskiej codzienności. Trzymam za Was kciuki!

By |2018-10-12T10:14:33+00:00Wrzesień 4th, 2018|francuska codzienność, zwiedzanie, zwyczaje i tradycje|0 Comments

Kategorie

 

Koszyk

 

 

Newsletter

Zapisz się i odbierz rozdział zimowego przewodnika za darmo!