Uwielbiam słuchać historii, jak ludzie trafili do Francji i jak ułożyli sobie życie pod francuskim niebem. Emigracja bardzo często wiąże się z totalnymi życiowymi zmianami. Wiele rzeczy trzeba budować od nowa. Jednocześnie bardzo często są to szczęśliwe i fascynujące opowieści o spełnionych marzeniach.

Karolina Banachowicz mieszka w departamencie Dordogne i w bliskiej okolicy ma niesamowite zamki oraz inne bardzo sławne francuskie atrakcje turystyczne (z jaskinią Lascaux na czele). Z racji wykonywanego zawodu fotografa nieruchomości odwiedza niesamowite posiadłości zarówno w swoim regionie jak i w całym Heksagonie. Czytelnikom Mojej Alzacji opowiada dziś o swojej emigranckiej historii oraz tajnikach zawodu, dzięki któremu może realizować swoje pasje.

*

Twój blog nazywa się “J’adore la France”. Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś “uwielbiam Francję”?

Przyznam się, że nie pamiętam tego momentu. Właściwie zawsze ją uwielbiałam. Pamiętam jak rodzice mojej przyjaciółki z liceum nazywali mnie Francuzką, bo zawsze ubierałam się jakoś inaczej…

Sądzę, że “Trzy Kolory” Krzysztofa Kieślowskiego miały na mnie ogromy wpływ pod względem postrzegania elegancji, wrażliwości i mentalności francuskiej. Kieślowski choć był Polakiem to miał niesamowity dar obserwacji ludzi. Film “Trzy Kolory: Niebieski” już na zawsze pozostanie dla mnie ikoną wrażliwości i elegancji francuskiej.

Jako nastolatka wieczory a nieraz też i noce przesiadywałam w kinach studyjnych w Poznaniu. Sądzę, że ten czas jak i to jakie filmy wtedy oglądałam mocno ukształtowały moje postrzegania świata, Francji. Kieślowski jest moim guru i jestem mu ogromnie wdzięczna za jego dokonania w kinematografii. I kto wie może to właśnie jego filmy spowodowały, że jestem we Francji …

Jak wyglądało Twoje życie przed Francją? Jak bardzo się zmieniło po przeprowadzce?

Przed moim definitywnym wyjazdem do Francji (już znałam Francję z moich wakacyjnych wyjazdów) pracowałam w agencjach reklamowych jako dyrektor artystyczny, ale coś czułam, że w tym świecie się nie odnajdę. Postanowiłam się zwolnić z agencji, w której pracowałam i wyjechałam na Korsykę śpiąc na plaży i szukając pracy w restauracji jako pomoc kuchenna – po francusku brzmi to ciut lepiej aide cuisinière.  I tak znalazłam się w mieście Bonifacio.

Byłam wtedy ogromnie zakochana w kimś, kto został w Warszawie. Jednak po moim powrocie do Polski przekonałam się, że ten chłopak to wielka pomyłka, a ja już nie mam też czego szukać w Warszawie. Miałam wrażenie, że Warszawa jak i ja nie mamy sobie nic do zaproponowania. Zrozumiałam, że kariery w mediach czy w reklamie nie zrobię, bo wrażliwość, którą sobie wykształciłam dzięki Kieślowskiemu, musiałbym chyba zakopać w studni. Nie chciałam się jej wyrzekać za cenę kupna mieszkania na kredyt na 30 lat i życia w trybie stand by. 

Wpadłam na genialny pomysł – tak mi się wtedy wydawało. Postanowiłam znaleźć winnice na południu Francji i zaproponować im moje usługi graficzne w zamian za zakwaterowanie. Znalazłam jakieś 500 adresów e-mail i na każdy z nich wysłałam swoją ofertę. Zajęło mi to jakieś kilka dni, a w rezultacie od razu miałam trzy pozytywne odpowiedzi. Tak zaczęła się moja przygoda emigracyjna. 

Na początku wyjechałam do winnic w okolice Béziers, by skończyć swoją przygodę w cudownej winnicy Château du Payre w Cardan. Po pół roku zamieszkania w château i odcięta od tzw. życia społecznego postanowiłam wyjść do ludzi. Tak zapoznałam mojego obecnego chłopaka, Cyrille. Po roku naszej znajomości podła propozycja bym z nim pracowała jako fotograf nieruchomości. Od około trzech lat pracuję wraz z nim dla angielsko – francuskiej agencji nieruchomości Leggett.

Moje życie diametralnie się zmieniło od wyjazdu. Pamiętam, że kiedyś nie umiałam nazwać słowami tego, co chcę robić w życiu, ale zawsze mnie “ciągnęło” do pałaców, arystokracji, koni, piękna i sztuki. Wszyscy moi dotychczasowi chłopacy w Polsce mówili, że jestem pretensjonalna albo nazywali zubożałą arystokratką. A mi chodziło tylko by żyć w elegancji i ogromnym szacunku dla siebie i innych. A to przekłada się na wiele płaszczyzn. Nie wiedziałam, co powinnam takiego robić, by tak właśnie żyć. Poszłam za serduchem i odpowiedzią stała się właśnie praca jako fotograf dla agencji nieruchomości.

j'adore la france karolina banachowicz

Czy Francja zaskoczyła Cię czymś, gdy się tu przeprowadziłaś? Jakie było zdziwienie kulturowe, które najmocniej pamiętasz?

Oh là là… trochę pewnie się co niektórzy zdziwią. Pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl to obrane, pokrojone i zapakowane w folie próżniową ziemniaki i cebula. Było to dawno, ale do dziś nie mogę się temu nadziwić. 

I druga rzecz. Byliśmy kiedyś na ślubie, na którym nic nie było do jedzenia. W rezultacie wróciłam głodna i zdenerwowana do domu niemalże w środku nocy, by ugotować sobie i mojemu chłopakowi makaron z sosem pomidorowym.

Wróćmy jeszcze do Twojego zawodu. Na czym polega bycie fotografem nieruchomości?

Zajmuję się tworzeniem wirtualnych wizyt domów i mieszkań na sprzedaż w całej Francji. Oraz robieniem wraz z moim chłopakiem kompleksowych reportaży, w których w skład wchodzą zdjęcia, video i wirtualna wizyta. Często przez to podróżujemy po Francji i też dzięki temu poznaję ten kraj i jego styl życia. I teraz stało się tak, że znam Francję znacznie lepiej aniżeli Polskę.

Ubolewam bardzo, że w Polsce znany jest tylko Paryż i Lazurowe Wybrzeże, kiedy Francja ma do zaproponowania całą masę innych przepięknych miejsc. Jak chociażby Zachodnie Wybrzeże. Z takimi departamentami jak Charente-Maritime, Charente czy departament w którym mieszkam Dordogne znany z swojej ogromnej ilości pałaców, zamków, później Góry Auvergne i chociażby ostatnio przez nas odkryta przepiękna wioska Charroux. Francja ma gigantyczne bogactwo kulturowo – gastronomiczne i wielka szkoda jeśli redukuje się ją do jej stolicy i jednego wybrzeża, tego lazurowego…

Mam cichą nadzieję, że mój blog kiedyś przyczyni się do tego, że pomoże poznać tą Belle France, która czas jeszcze istnieje.

Gdzie ostatnio byłaś na fotografowaniu? Jak wygląda Twój dzień pracy w trakcie takiej podróży?

W ostatnich dwóch  miesiącach byłam z moim chłopakiem w Bort-les-Orgues, La Bourboule, Charroux w górach Auvergne, na Île de Ré, La Rochelle w departamencie Charente-Maritime, w Rocamadour i Saint Cirq Lapopie w departamencie Lot, w przepięknym ogrodzie Marqueyssac w Dordogne w Paryżu i Nicei.

Bardzo dużo podróżujemy po Francji. Nasz dzień pracy wygląda tak, że przyjeżdżamy na miejsce posiadłości, którą mamy do sfotografowania  w okolicach godziny dziesiątek tak by około trzynastej skończyć naszą pracę i móc zjeść. Bo we Francji jest tak, że jak nie zjesz obiadu pomiędzy 12-14 to już nigdzie indziej nie zjesz. 

Później albo mamy do sfotografowania kolejną nieruchomość albo fotografujemy i filmujemy na potrzeby naszego kanału na YouTubie okoliczne miasto, miasteczko czy wioskę by tym samym pokazać tamtejszy styl życia. 

W Paryżu z kolei takie sesje fotograficzne wyglądają trochę inaczej, szybciej i intensywniej. Trzeba zrozumieć, że fotografowanie zamku (château) zajmuje znacznie więcej czasu niż zajęcie się mieszkaniem o powierzchni 50m2 czy nawet 100m2.

j'adore la france karolina banachowicz

Na co dzień oglądasz zamki i luksusowe apartamenty. Czego można się dowiedzieć o Francji w taki sposób?

Francja ma gigantyczne dziedzictwo narodowe, którego nigdy mi się nie uda sfotografować w całości. Tego jest nieskończenie wiele. Kolejną rzeczą jest to, że to bogactwo, zamki, pałace, domy burżuazyjne są na sprzedaż dla wszystkich. Taką nieruchomość może kupić Chińczyk, Anglik, Belg czy Amerykanin. Nie ma tutaj ograniczeń pod względem narodowym. Jedyne co jest ważne to aby było wiadomo skąd pochodzą pieniądze. Aby była pewność, że ten kto kupuje nieruchomość, nie “pierze pieniędzy” we Francji.

To, że we Francji nieruchomości może kupić każdy są dobre strony jak chociażby to, że sporo miejsc dzięki takim ludziom są odrestaurowywane. Najlepszą robotę w tej dziedzinie jeśli chodzi o domy z kamienia, pałace i zamki robią Belgowie. Mają doskonałe wyczucie gustu i smaku. Tam gdzie mieszkamy, naszymi sąsiadami jest para Belgów, którzy odrestaurowują już trzeci dom. I robią to sami.

Czy jest jakiś zamek, którego historia szczególnie Cię urzekła?

Właściwie nawet nie wiadomo jaka smutna czy nawet dramatyczna historia rodziny kryje się zawsze w bajecznym pałacu. Mam ich kilka, ale przytoczę dwie historie, z którym się zapoznałam niedawno. Pierwsza z nich związana jest z Château de Milandes, byłą posiadłością francuskiej tancerki i aktorki, Josephine Baker. Kupiła ją w latach 40-tych by właśnie tutaj wieść spokojne i piękne życie w Dordogne. Niestety przez swoją hojność i naiwność względem ludzi straciła całą fortunę i w rezultacie została wyrzucana ze swojego zamku. Nawet jej pogrzeb został sfinansowany przez jej przyjaciółkę, księżniczkę Monko.

Druga historia dotyczy gigantycznego château, zamku, który znajduje się kilka kilometrów od naszego domu. Jego początki sięgają średniowiecza, ale jego finalna przebudowa miała miejsce w czasach renesansu. Należał do rodziny, która niegdyś posiadała 1/4 terenu w Dordogne. Budynek nie ma już dziedzica, bo ostatni popełnił samobójstwo i tak posiadłość trafiła na sprzedaż do agencji, dla której pracuję. Można ją kupić za równowartość mieszkania w Paryżu…

j'adore la france karolina banachowicz

Jakie są Twoje najbliższe blogowe plany?

Moją misją jest by pomóc poznać Francję, tą mniej czy nawet w ogóle nie znaną w Polsce. Już teraz zaczynam sobie uzmysławiać, że jest to niemalże projekt życia. Projekt, który mnie pasjonuje i któremu mogę się w pełni poświęcić. Ogromnie się cieszę, że mogę dzielić moją pasję z moim chłopakiem, który jest równie wielbicielem Francji, swojego kraju. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że mi w tym wszystkim towarzyszy. Teraz poza podróżowaniem, montuję filmy, robię zdjęcia i regularnie piszę na moim blogu. 

Jeśli fascynuje cię Francja i chcesz ją poznać, to zapraszam na mojego bloga. Gwarantuję że pokażę Ci ją autentyczną i piękną, którą pokochasz.

*

Les amis, jeśli macie pytania do Karoliny, koniecznie zadajcie je w komentarzu :)

*

Inne wywiady na blogu, które mogą Cię zainteresować:
Spotkania w Alzacji: Wrocławianka na stażu Erasmus+
To wszystko przez korek od szampana! – rozmowa z Panem od francuskiego, Jackiem Mulczyk-Skarżyńskim
Cykl kilkunastu wywiadów z cyklu Francuskie historie Polek

*