W wieloletnim związku przychodzą momenty, kiedy przyziemna rzeczywistość wygrywa z romantycznym uniesieniem. Niepozmywane naczynia zaczynają drażnić tak bardzo, że patrzenie sobie czule w oczy przestaje być najważniejszą rzeczą na świecie. 

Podobnie jest z miłością do kraju, w którym mieszka się z wyboru. Polskę porównałabym do rodzica, którego się nie wybiera. A Francję, do miłości, którą wybrałam na całe życie. Za co kocham Francję? 

Romantyczny związek po latach

Mój romantyczny związek z Francją trwa od kiedy byłam licealistką, czyli już dobrych dwadzieścia lat. Na francuskiej emigracji mieszkam natomiast już lat sześć. To wszystko oznacza, że pierwsze uczuciowe wzloty, euforia na samo słowo “Francja” czy “francuski” już za mną. Na co dzień częściej natykam się na metaforyczne niepozmywane talerze, które Francja mi zostawiła w zlewie. 

Frustracje na banki i ich rozwiązania mało przyjazne użytkownikowi; na urzędy, które wielokrotnie proszą o ten sam dokument; na skostniały rynek pracy. Różne sprawy, kompletna lista pewnie by była całkiem długa.

To chyba dobry moment, aby zadać sobie pytanie: za co kocham Francję.

za co kocham Francję?

piękny Lyon

za co kocham Francję?

piękny Lyon

Za język, za krajobrazy, za wzruszenia

Niedawno to samo pytanie zadała mi Kasia z magazynu Together. To był bardzo przyjemny wywiad. Rozmawiałyśmy o wychowywaniu dzieci, różnicach w mentalności i w zwyczajach. Ponieważ w ferworze pracy Together zapomniał podpisać zdjęcia, które im użyczyłam, napiszę tylko, że wszystkie fotografie użyte w tekście wykonała Anna Dedo w czasie naszej alzackiej sesji fotograficznej.

Kocham za język.

Z językiem francuskim spotkałam się po raz pierwszy w moim liceum im. Stefanii Sempołowskiej, znanym ze francuskojęzycznego profilu. To nie była miłość od pierwszego wrażenia. Ale jak już wsiąkłam w brzmienie, we francuskie “r”, w odmianę czasowników (tak, to też), to na maxa.

Kocham za krajobrazy i wzruszenia.

Podczas mojej samotnej wyprawy do Avignonu parę lat temu pamiętam dobrze moment, gdy siedziałam na wzgórzu patrząc na wody Rodanu przepływające pod pont d’Avignon, mostem sławnym z piosenki dla dzieci. Poczułam nagle przypływ ogromnego szczęścia i wzruszenia jednocześnie. Gdyby ktoś był wtedy ze mną, trudno by mi było wydusić do niego jakiekolwiek słowo. Takich momentów we Francji miałam wiele. W Gap, w Marsylii, w Lyonie, w Oksytanii. O Alzacji nie wspominając :)

za co kocham Francję?

sławny pont d’Avignon

Wolność bycia 

Pierwszy raz wyjechałam do Francji dopiero po pierwszym roku studiów. Bardzo przyczyniła się do tego koleżanka, z którą studiowałam. Dagmara skontaktowała mnie z osobą, która wyjeżdżała wcześniej w czasie wakacji do prac sezonowych i dzięki niej mogłam sama również skorzystać z tej formy wyjazdu.

Pamiętam, jak mi opisywała, co ją we Francji urzekało najbardziej. Brzmiało to mniej więcej tak:

We Francji nie masz poczucia, że wszyscy cię oceniają na każdym kroku. Poczucia, które dość często masz w Polsce. Posiadasz więcej niż inni, więc jesteś oceniany. Masz mniej? Jesteś oceniany. Mocniej się umalowałaś? Patrzą na ciebie. Poszłaś do pracy bez makijażu? Patrzą zastanawiając się, dlaczego tak słabo dziś wyglądasz. Nikt cię nie będzie taksował wzrokiem… tu we Francji. W Polsce byłoby inaczej. We Francji pewnie mogłabyś nawet iść  rano po bułki w szlafroku i nie wzbudziłoby to sensacji.

No cóż, nie próbowałam iść do piekarni w szlafroku, ale tą wolność bycia odczułam we Francji niejednokrotnie.

*

A Ty za co kochasz Francję?

*

Teksty na blogu, które mogą Cię zainteresować:
Co emigracja zmieniła w moim życiu?
Marzenia mają swoją cenę