Słowa, które nie powinny paść

#metoo #francuskacodzienność #kobietanaemigracji #emigracja #kobieta

Czerwiec 2016. Ja – asystentka handlowa w sporej firmie produkującej maszyny tekstylne. Ona – szefowa sekretariatu handlowego, moja bezpośrednia przełożona.

Poranek w pracy. Dzień jak co dzień.
Poranny briefing z szefową. Dzień jak co dzień.
Ale nie. Dzień jednak trochę inny.

F. podczas naszego spotkania (tête à tête, czyli tylko my we dwie) przygląda mi się podejrzliwie. Nagle między wątkiem jednej sprzedanej maszyny a drugiej, rzuca (zdawałoby się niewinnie):

Iza, a u Ciebie wszystko OK? Jak tam Twoje plany osobiste?

Ja: Hm. Taaaak. Wszystko po staremu. Plany osobiste?

F.: No, tak, osobiste, rodzinne w sensie.

Ja: Rodzinne?

F.: Nooooo… Może masz mi coś do powiedzenia?

Ja: ? Ale czemu pytasz?

F.: A nie jesteś w ciąży przypadkiem? Masz takie duże piersi ostatnio.

KURTYNA.

Teraz nieco kontekstu

1/ Pytanie o plany rodzinne (czyli powiększanie rodziny po prostu) na rozmowie kwalifikacyjnej jest pytaniem niedozwolonym przez prawo. Pracodawca nie ma prawa go zadać, a kandydat nie ma obowiązku na nie odpowiedzieć, jeśli by padło.

2/ To nie była żadna rozmowa kwalifikacyjna oczywiście, ale ja nadal nie miałam podpisanej umowy na czas nieokreślony – mój pracodawca od paru miesięcy kilka razy zmieniał datę podpisania ze mną umowy. Pytanie natomiast padło na KILKA DNI przed dniem, kiedy wreszcie miałam ją podpisać. Przypadek?

3/ O ciąży pracownik powinien poinformować pracodawcę przed upływem trzeciego miesiąca. Wcześniej NIE MA TAKIEGO OBOWIĄZKU.

4/ Wracając do mnie. Potem się okazało… że rzeczywiście byłam w ciąży ;) Z czystym sumieniem mówię, że w tamtym momencie o tym jeszcze nie wiedziałam. NATOMIAST…

5/ Na pracowej imprezie wigilijnej rozmawiałam przypadkiem z dziewczyną z HR’ów. Wisienka na torcie. Usłyszałam wtedy: “A, bo my wiedzieliśmy już (w sensie, w czerwcu), że możesz być w ciąży. F. przyszła do nas i wypytywała, czy czegoś nie wiemy, czy przypadkiem czegoś nam na ten temat nie powiedziałaś. Wcześniej pytała też wszystkich handlowców i dyrektora handlowego, czy nie zauważyli, że się zmieniłaś z wyglądu.”

#metoo

Ja wiem. To nie jest typowa historia #metoo, nie było molestowania, niedozwolonych czynów, etc. Ale były słowa, które przekraczają granicę. Mojej intymności. Mojej prywatności. Słowa z ust mojej szefowej. W relacji absolutnie niebliskiej, w relacji zawodowej.

Komentarz “masz duże piersi” NIE POWINIEN nigdy paść z ust szefowej. Gdyby szefowa była szefem, byłoby to odebrane jako jednoznaczne przekroczenie granic, co nie?

Dlaczego dzielę się tą historią?

Przed długi czas się wahałam, czy o tym mówić. To dla mnie strasznie osobiste. A ja nie lubię dzielić się moim życiem osobistym na dużym forum.

Pomyślałam jednak, że … na pewno nie jestem jedyna, której się przydarzyła podobna historia. Jest nas więcej, dużo więcej.

My – emigrantki – jesteśmy jeszcze łatwiejszym “celem”, jesteśmy bardziej bezbronne niż byśmy były w kraju. Nie bronimy się wystarczająco. Nie zawsze umiemy postawić granice i ich bronić. Nie zawsze umiemy “odszczeknąć” jak należy.

Mnie już kiedyś zdarzyło się być zdyskryminowaną w kontekście zawodowym w związku z tym “że na pewno będę chciała niedługo mieć dziecko. Przecież mam już swoje lata” – tak mi powiedział dyrektor radia, w którym miałam być zatrudniona.

Po tej sytuacji napisałam na blogu tekst o prawach pracownika we Francji. A dokładnie o pytaniach, na które NIE MUSIMY odpowiadać w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. (https://mojaalzacja.pl/dyskryminacja-podczas-rozmowy-o-prace/)  I wiecie co?

Po opublikowaniu tego tekstu dostałam na prywatnego FB pogróżki… od jakiegoś Polaka. Który powiedział, że moim artykułem pogarszam sytuację Polaków szukających pracy we Francji. Pogarszam… bo będą się upominać o swoje prawa. A przez to częściej zostaną odrzucani na polu zawodowym.

A ja uważam, że swoje prawa TRZEBA ZNAĆ. I co więcej, trzeba o nie walczyć. Trzeba się o nie upominać. Bo tylko tak możemy zmienić naszą (emigrantów ale też kobiet w ogóle) sytuację. Sytuację, w której jesteśmy dyskryminowane, molestowane, napastowane. Sytuację, kiedy są przekraczane nasze granice.

Sytuację, w której wolimy nic nie powiedzieć, wstydzimy się słów, które usłyszałyśmy, czynów, które były wobec nas dokonane zamiast sprawić, aby wstydził się ten, które granice przekroczył.

Może #metoo też Cię dotyczy? Może słyszałaś lub słyszałeś o takiej historii? Może też w kontekście emigracji? Opowiedz!

By | 2017-11-04T17:02:00+00:00 Listopad 4th, 2017|francuska codzienność|3 komentarze
  • brrr.

  • Iza, jestem wstrząśnięta!! Zdecydowanie, tak NIE powinno być, jak w ogóle można do drugiej kobiety startować z takim tekstem – co najgorsze, że podtekstem “jeśli jesteś w ciąży, to wylatujesz”. No i te rozmowy za Twoimi plecami, oglądanie ze wszystkich stron. Straszne to, przykro mi, że się musiałaś z czymś takim spotkać.

    U mnie sytuacja była zupełnie inna (jak wiesz, byłyśmy w ciąży praktycznie w tym samym okresie). Będąc w 9 miesiącu ciąży składałam podanie o grant na jednej z uczelni. Fizycznie tam musiałam się wybrać kilka razy, więc o ciąży wszyscy wiedzieli i… cieszyli się ze mną i gratulowali, choć były to obce dla mnie osoby. Moja niedoszła szefowa była naprawdę zachwycona możliwością zatrudnienia mnie, chociaż dopiero się wtedy poznałyśmy. Kilkadziesiąt lat temu, sama urodziła dziecko, gdy zaczynała nową pracę. Jej dano szansę i wsparcie i ona też nie widziała żadnego problemu w podarowaniu szansy mnie. No ale inaczej się wszystko potoczyło, bo tamtego grantu nie dostałam. Ale powiem Ci, że sama się zastanawiałam przed pójściem na tamtą rozmowę, czy ten ciążowy brzuszek nie będzie problemem. Takie pozytywne zaskoczenie.

    • Dzięki Dorota. Osobiście oczekiwałam takiego podejścia, z jakim Ty się spotkałaś. Całość ma swój ciąg dalszy. Po powrocie do pracy z urlopu macierzyńskiego wymagania wobec mnie bardzo wzrosły, a relacje z moją szefową mocno spadły na jakości.

      Co jednak chcę podkreślić – uważam tą sytuację za zależną od charakteru danej osoby. Nie za reprezentatywną dla Francji. Z drugiej strony… w sumie nie wiem. Ciekawe, czy jest więcej takich historii w środowisku francuskich emigrantek..