Francja zawsze była krajem moich marzeń

W zasadzie mogłabym powtórzyć za Jolą. Francja zawsze była krajem moich marzeń. To zmienia perspektywę. Daje siłę, aby w tej emigracyjnej podróży nie poddawać się przeciwnościom. A bywa ich na drodze niemało.

W rozmowie z dziesiejszą rozmówczynią podobała mi się jej wnikliwość dotycząca emocji, jakie jej towarzyszyły na różnych etapach francuskiej przygody. Dużo mówi o tęsknocie. Jednocześnie czuć wewnętrzną moc, jaka płynie z tej kobiety.

Zapraszam gorąco do lektury!

Rozmowa z Jolą mieszkającą w Gamaches w Normandii

Opowiedz parę słów o sobie na początek. Jak wyglądało Twoje życie przed wyjazdem z Polski? Czym zajmujesz się na co dzień teraz we Francji?

O Francji marzyłam od jakiegoś czasu a dokładnie od momentu, kiedy to moi rodzice wybrali się na wycieczkę do Paryża, a po ich powrocie zobaczyłam piękne zdjęcia – już wtedy wiedziałam, że kiedyś tam pojadę :)

Przed wyjazdem i w trakcie przeprowadzki byłam na urlopie wychowawczym. A jeszcze wcześniej pomieszkiwałam w Poznaniu jako studentka Pedagogiki Resocjalizacyjnej i Penitencjarnej, tam również pracowałam w sklepie komputerowym z częściami i tuszami do drukarek – “SFERIS”.

Aż tak wiele się u mnie nie zmieniło po przeprowadzce do innego kraju. Nadal zajmuje się domem i wychowaniem dziecka. Staram się żyć aktywnie. Podróżuje w miarę możliwości i odkrywam to czego jeszcze nie widziały moje oczy.

Francja zawsze była krajem moich marzeń.

O POCZĄTKACH WE FRANCJI

Od kiedy jesteś we Francji? Jak to się stało, że osiadłaś tu na stałe?

Przyjechaliśmy do Francji w marcu 2013 roku, a dokładnie 7go. To bardzo pamiętna dla nas data, gdyż kilka dni później (10go marca) Francję zaskoczyła zima. Wszystko zostało zasypane grubą warstwą śniegu, a większość szkół, urzędów i sklepów została zamknięta. To był ostatni śnieg, jaki widzieliśmy. Od tamtej pory na północy Francji ani widu ani słychu o śniegu i bałwanach.

Tak naprawdę mieliśmy przyjechać do Francji tylko na jakiś czas, na 3 – 5 lat, i teraz właśnie trwa ten piąty rok a my jakoś się nie pakujemy ( jeszcze :) )

Jakie są Twoje wspomnienia z pierwszego roku po zamieszkaniu we Francji? Co było najprzyjemniejsze, a jakie aspekty okazały się trudne?

Dokładnie pamiętam pierwsze kilka dni we Francji. Zabrano nas na wycieczkę (to było zaraz na drugi dzień jak przyjechaliśmy) byśmy mogli zobaczyć okolice. Pamiętam, że nie mogłam się nadziwić, ale jednocześnie byłam zagubiona. Wszystko było inne a zarazem takie same. Wszystko było nowe.

Najprzyjemniejsze było poznawanie nowej rzeczywistości, bo z natury jestem ciekawa świata. Zdecydowanie najtrudniejszym aspektem okazała się natomiast bariera językowa. Byłam przez nią ciągle od kogoś zależna (ja, która kończąc podstawówkę wracałam do domu tylko na weekendy, która kiedyś potrafiłam rzucić wszystko i wyruszyć w nieznane, która zawsze wszystko robiłam sama).

Jakie były Twoje pierwsze francuskie zdziwienia?

Największym z moich pierwszych zdziwień przydarzyło mi się, gdy wybrałam się po bagietkę między godziną 12 a 14. Wszędzie byłam odsyłana z kwitkiem. Teraz już wiem, że w tych godzinach bardzo wiele sklepów i urzędów jest zamkniętych z powodu przerwy obiadowej :)

Do tej pory nie mogę przywyknąć do tych cmoknięć na przywitanie i nagminnego braku punktualności.

Co we Francji lubisz najbardziej? Co warto byłoby przenieść na polski grunt?

We Francji uwielbiam tą codzienną serdeczność i uprzejmość. Ludzie, obcy ludzie, uśmiechają się do Ciebie, powiedzą dzień dobry. To kulturalny naród.

Lubię tutejszą cierpliwość i spokój, choć pewnie nie każdego Francuza to się tyczy. Dosyć często w trakcie jazdy samochodem musimy stanąć beż żadnego konkretnego powodu. Po prostu jakiś kierowca samochodu przed nami spotkał znajomego (który też akurat jedzie samochodem ale w przeciwnym kierunku) i muszą się przywitać (a wiadomo, że przywitanie Francuzów to nie jest zwykłe “hej”) i chwilkę porozmawiać. Czasami stoimy i czekamy dosyć długo. Niesamowite jest to, że żaden z innych kierowców nie zatrąbi i nie pośpieszy “witających się”.

Francja zawsze była krajem moich marzeń.

FRANCJA I FRANCUZI NA CO DZIEŃ

Czy przed wyjazdem znałaś język francuski? Jaką rolę znajomość języka odegrała dla Ciebie w odnalezieniu się we Francji?

Przyjeżdżając do Francji nie znałam ani trochę języka, czego szczerze żałuję. Jestem samoukiem i wszystkie książki przerabiam sama. Duża rolę w mojej nauce odegrała nauka mojego dziecka. Razem z nim odrabiam lekcje, dzięki temu poznaję język z innej strony, prosty i nie taki skomplikowany jak się to na początku wydawało.

Znajomość a raczej brak znajomości języka bardzo wpłynął na początki w kraju. Bariera językowa bardzo dała mi się we znaki.

Czy było Ci łatwo łatwo jest odnaleźć się wśród Francuzów i poczuć się jak „swoja” a nie „przyjezdna”? Co może pomóc?

Przede wszystkim bardzo pomocna jest znajomość języka. Mnie nie było łatwo odnaleźć się w nowym kraju właśnie przez barierę językową.

Większość Francuzów nie jest uprzedzona do obcokrajowców. Sami zaczynają rozmowę, pytają się skąd jesteś, są ciekawscy. Tutaj właśnie zaczynały się dla mnie schody, bo mimo chęci poznania kogoś ległam na początku konwersacji. Na ulicy zawsze byłam tą, o której mówią, za którą się oglądają, czy nawet wytykają palcem. Może to też dlatego, że mieszkam w małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna i nowa twarz, a do tego jeszcze obcokrajowiec, staje się atrakcją.

Dopiero niedawno zaczęłam się czuć trochę jak u “siebie”.

Ważną rzeczą dla emigranta jest odnalezienie się na lokalnym rynku pracy. Jak to wyglądało u Ciebie?

Niestety tutaj mogę odpowiedzieć tylko z punktu widzenia obserwatora, gdyż jestem osobą niepracującą. Na codzień zajmuję się domem i wychowuję dziecko.

W regionie, w którym mieszkam, głównym pracodawcą są fabryki szkła. Zatrudniają poprzez biuro pracy tymczasowej, a po dłuższym stażu niektórzy są przyjmowani na stałe.

W małych miejscowościach ciężko jest o pracę, o stałą pracę.

Początki nie należą do łatwych. Wchodząc w ich środowisko trzeba liczyć się z tym, że nie każdy przyjmie Cię z otwartymi ramionami. Na początku podchodzą do Ciebie z dystansem, nie odzywają się, bo nie wiedzą czy będziecie potrafili się zrozumieć. Ludzie tutaj są ciekawscy ale nie ufni.

Jaką radę mogłabyś dać osobie, która właśnie przeprowadziła się w te strony i chce znaleźć pracę? Od czego powinna zacząć?

Przede wszystkim należy odwiedzić Pole Emploi czy francuski Urząd Pracy. Z zarejestrowaniem się wiąże się wiele formalności, więc od razu rzucamy się na głęboką wodę. Ponieważ na pracę z Urzędu można niestety czekać długo dlatego też warto odwiedzić Agencję Pracy Tymczasowej i tam zostawić swoje CV. Wtedy trzeba czekać tylko na telefon.

Jesteś autorką bloga Życie po Dusikowemu. Skąd wziął się pomysł na założenie bloga? Czym jest dla Ciebie pisanie w sieci?

Pomysł na założenie bloga pojawił się po roku emigracji. Był to mój sposób na samotność, potrzebą na zrozumienie. Pierwsze założenie było takie, że będę pisała o wszystkim. O moich przemyśleniach, tęsknocie, życiu i o podróżach – o tym co zwiedziłam. Po jakimś czasie idea trochę się zmieniła. Mieszkam w pięknym rejonie, który często nie jest doceniany. Dlatego też pokazuję jego walory, opisuję miejsca w których byłam, a jest ich już naprawdę sporo. Również w jakiś sposób opisuję kraj w którym przyszło mi mieszkać, jego kulturę i zwyczaje.
To również moje miejsce takie “dla siebie”. Sama je tworzę i robię to dla własnej przyjemności.

Z Twojego bloga wiem, że jesteś mamą. Jak to jest być mamą na emigracji?

Pytasz jak to jest być mamą na emigracji? Chyba podobnie jak w kraju ojczystym. Choć nie, jest całkiem inaczej. Nie ma tutaj babć ani ciotek dających złote rady na wszystko. Nie ma nikogo bliskiego, na którego możesz liczyć w razie potrzeby. Jest za to brak zrozumienia, tęsknota i samotność. Ale to wszystko uczy.

Nauczyłam się podróżować z dzieckiem samolotem, samochodem czy autobusem tak aby zawsze było czymś zainteresowane. A wiadomo podróże trochę trwają. Nauczyłam się samych podstaw języka, wierszyków, gier i zabaw by być pomocną w zabawie i nauce z moim dzieckiem.

Macierzyństwo na emigracji to macierzyństwo bez przerw i wymian bo nikt Cię nie zastąpi.

Francja zawsze była krajem moich marzeń.

POLKA NA EMIGRACJI

Emigracja zmienia w życiu niemal wszystko. Jakie zmiany odczuwasz najmocniej?

Tak emigracja zmienia wszystko w naszym życiu, a głównie zmienia nas emocjonalnie. Zmienia się spojrzenie na świat i stosunki, kontakty międzyludzkie.

Ja mogę podzielić moją emigrację na kilka faz.

Pierwszą fazą była fascynacja nowym krajem a także strach przed nieznanym. Byłam (i nadal jestem zachwycona tym miejscem) ale zarazem obawiałam się. Nowy język, nowa kultura i te wszystkie formalności.

Kolejnym etapem był kryzys – tęsknota. Nic ani nikt nie mogło mi zastąpić bliskich i przyjaciół, dlatego po kilku miesiącach od przeprowadzki wyjechaliśmy na wakacje do ojczyzny.

Następnym etapem jest akceptacja i właśnie teraz chyba jestem w trakcie tej fazy. Choć nadal miesza się ona razem z tęsknotą – może kiedyś minie, a może będzie mi towarzyszyć do końca.

Nie każdy jest gotowy na takie zmiany w swoim życiu.

Czego emigracja Cię nauczyła?

Emigracja poszerzyła moje horyzonty. Chcąc pozostać za granicą musisz zacząć odnajdywać się w nowym kraju. Taką możliwość uzyskuje się wtedy, kiedy poznajesz nowy język i zaczynasz się nim posługiwać. Wtedy świat stoi dla Ciebie otworem.
Emigracja uczy też pewności siebie, bo wiesz że musisz polegać prawie tylko wyłącznie na sobie. To Ty jesteś Panią swojego czasu. Wyjazd uczy dorosłości i odpowiedzialności.

Pobyt za granicą pokazuje, że warto próbować nowych rzeczy, a strach znajduje się tylko w naszej głowie. Nauczył mnie nie oceniać innych, choć i tak nigdy nie należałam do tego typu osób. Bez względu na kolor skóry, narodowość czy wyznanie wszyscy zmagamy się z takimi samymi problemami, a między nami nie ma aż tak wielkich różnic.

Gdybyś mogła cofnąć czas, czy jeszcze raz zdecydowałabyś się na Francję? Może coś zrobiłabyś inaczej?

Jestem pewna, że nie wybrałabym inaczej. Francja zawsze była krajem moich marzeń. Krajem który zawsze chciałam poznać i zwiedzić wzdłuż i wszerz. Jeszcze przed wyjazdem marzyłam o zagranicznych podróżach, ale to właśnie ten kraj zawsze był w moim sercu numerem jeden.

Czy zdarza Ci się tęsknić za Polską? Za czym najbardziej?  Jak sobie z tym radzisz?

Czy zdarza się mi tęsknić za Polską? :) Tęsknie za nią codziennie. Tęsknię za polskim chlebem, twarogiem i gościnnością. Za świętami spędzonymi w rodzinnym gronie, za długimi godzinami spędzonymi przy stole. Brakuje mi takiej polskiej jesieni i śnieżnej zimy. Tęsknię za długimi rozmowami z przyjaciółmi. Tęsknię za rodzinnym domem. W sumie jest bardzo wiele rzeczy których mi tutaj brakuje i gdybym zaczęła to wszystko wypisywać to zrobiłby się z tego niezły esej :)

Cieszę się, że mam możliwość porozmawiać przez Skypa czy przeprowadzać długie rozmowy telefoniczne. Na szczęście loty do Polski nie trwają długo więc w miarę możliwości staramy się odwiedzać bliskich.

Czy do emigracji we Francji można się przygotować? Co poradziłabyś osobie, która zastanawia się nad wyjazdem na stałe do kraju nad Sekwaną?

Uważam, że do emigracji nie da się ot tak przygotować. Nigdy nie jesteś pewien, co zastaniesz po przeprowadzce i jakich ludzi spotkasz na swojej drodze. Nie wiesz, jakie emocje będą targały Twoim życiem. Czy walka Ty i Twoje emocje nie będzie przegrana. Twoje życie zmieni się diametralnie.

Co dokładnie masz na myśli?

Chodzi mi o to, że emigracja uczy także panowania nad emocjami. Choć początki są bardzo trudne. Do tej pory miewam momenty, kiedy siadam sobie w ciszy, zupełnie sama i myślę nad swoim życiem, tutaj, w jeszcze obcym dla mnie kraju. Przechodzę z zupełnej samotności do euforii z tego co mam, co jest dla mnie ważne w danej chwili, by później móc znowu zatęsknić i zapłakać… Niestety wiele osób nie potrafi zapanować nad nadmierną tęsknotą, smutkiem czy samotnością. Z myślą czy sobie poradzą, ze stresem z tym związanym czego później wynikiem jest depresja. Sama osobiście znam takie osoby, na szczęście w ich przypadku nadeszła szybka pomoc i wszystko skończyło się dobrze.

Oczywiście po przeprowadzce nasze emocje będą inne, niektóre z nich staną się bardziej wyraziste ale nie możemy pozwolić by opanowały na zawsze nasze życie. Nie możemy dać się zwariować. Każdy wyjazd na “dłużej” czy na zawsze zmienia nasze życie. Nowe miejsce, nowi znajomi, nowa praca i dodatkowo nowe odczucia, które nie zawsze będą pozytywne. To duży krok w naszym życiu. Taka zmiana dla niektórych może przewrócić życie o 180 stopni.

 Jeszcze przed przeprowadzką, na początek warto zajrzeć do książek. Możesz przygotować się ucząc się języka by móc porozumiewać się w tym pięknym kraju.

Jestem pewna, że możesz spodziewać się akceptacji (piszę o dużych miastach) i zainteresowania Twoim życiem.

Na koniec, powiedz proszę, jakie jest Twoje ulubione miejsce we Francji, które Twoim zdaniem, koniecznie trzeba zobaczyć.

Jest wiele takich miejsc. Ale północ kraju skradła moje serce. Pikardia (teraz Górna Francja) i Normandia moją wiele pięknych zakątków. Jednym z takich miejsc jest miasto portowe Le Treport w Normandii. Urokliwe miasteczko z najwyższymi klifami na północy Francji oraz kamienistą plażą.

Każde z miasteczek, tych większych i mniejszych, położonych przy samym morzu zasługują na uwagę. Każde z nich ma w sobie coś co przyciąga. W czasie sezonu bardzo ciężko znaleźć gdziekolwiek miejsce parkingowe. Wiele z tych miejsc ma znaczenie historyczne, co również przyciąga rzesze turystów, jak na przykład Saint Valery sur Somme w którym przebywała Joanna d”Arc.

Już nie wspomnę o Etretat, które znane jest z przepięknych klifów czy Deauville do którego zjeżdżają się sławy takie jak George Clooney czy Tom Hanks.

Jola, bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Francja zawsze była krajem moich marzeń.

Linki do materiałów wymienionych w wywiadzie:

blog Życie po Dusikowemu

*

Jeszcze raz dziękuję Joli za poświęcony czas i otwartość, z jaką dzieliła się swoimi przeżyciami. Na pewno będzie jej miło, jeśli skomentujecie wywiad lub zadacie jej pytanie w komentarzu.

Les amis, Jola mówi “Każdy wyjazd na dłużej czy na zawsze zmienia nasze życie.” Zgadzacie się? Jakie są Wasze doświadczenia?

*

Przeczytaj poprzedni wywiad z cyklu Francuskie Historie Polek:
Podchodzę do emigracji jak do sposobu na życie

By | 2017-11-10T23:03:19+00:00 Październik 28th, 2017|emigracja, francuska codzienność|4 komentarze
  • Pingback: Emigracja zmieniła mnie samą + KONKURS • Moja Alzacja()

  • Pozdrowienia dla Joli. Rozumiem jej przemyślenia co do emigracji, bo sama jestem mamą za granicą. Często towarzyszy nam poczucue samotności. Ale jesteśmy silne, umiemy się dostosowywać do nowych warunków i w nich układać sobie życie. Jej miejsce zamieszkania kojarzy mi się z desantem Aliantów podczas II wojny światowej i szreoką plażą, jaką widzę na zdjęciach.
    Zgodnie z prośbą, pytania do Joli:
    1. Jak organizujesz tam sobie czas w ciągu dnia?
    2. Jakie masz plany na przyszłość i czy wiążesz ją z Francją?

    • Hej Dorota, dołączam się do tego (bardzo dzielnego) grona mam na emigracji. Faktycznie, z samotnością trzeba sobie radzić. Ale tej siły mimo wszystko cały czas starcza :)

      ps. Jola na pewno niedługo odpowie. Sama jestem ciekawa jej odpowiedzi.

    • Jolanta Duszyńska

      Najważniejsze to jest być silną dla siebie samej i dla dziecka (bo przecież mama to wzór dla maleństwa), do kogo może się zwrócić jak nie do mamy?
      Tak Normandia zazwyczaj kojarzy się głównie z II Wojną Światową, mnie również tak się tylko kojarzyła póki tutaj nie zamieszkałam.
      Dzień wolny? Chyba przy dziecku go tak naprawdę nie ma :) Ale, rano odprowadzam synka do szkoły następnie czeka mnie sprzątanie, gotowanie, pranie itp; później odbieram dziecko jemy wspólnie obiadek, następnie ponownie go zaprowadzam i wtedy mam więcej czasu dla siebie. Wtedy zazwyczaj uprawiam sport, uczę się, piszę bądź czytam sobie. I wtedy przychodzi czas na odbiór dziecka. Wspólna nauka i zabawa i już zbliża się wieczór. I tak codziennie. W weekendy staramy się nie siedzieć bezczynnie w domu – jeżeli nie jedziemy gdzieś to wychodzimy na długie spacery po okolicy.
      A jeżeli chodzi o moje plany na przyszłość, to jestem teraz w takim okresie swojego życia, że wszystko może się zdarzyć. W jednej chwili jestem gotowa wszystko rzucić i wrócić do kraju.