Rodzinna destylarnia w Bergheim

Alzacja słynie z przeuroczych miasteczek z kolorowymi domami, gdzie niemal w każdym oknie stoją wielkie donice z różowymi, pomarańczowymi i czerwonymi kwiatami geranium. Pisałam o nich już nie raz, choćby w tym tekście, gdzie przedstawiam pokrótce kilka z nich. Niedawno natomiast z całą rodziną (czyli ja, mój S. oraz z naszą trzymiesięczną wówczas córeczką) odkrywaliśmy uroki Bergheim. To kolejne cudne miasteczko na Alzackim Szlaku Win.

Naszą wycieczkę w szczegółach opisałam w tekście, który niedawno ukazał się w bezpłatnym wakacyjnym ebooku przygotowanym przez blogerów językowo-kulturowych. Dostępny jest on TUTAJ. Bardzo Was zachęcam do lektury, gdyż oprócz alzackiego Bergheim znajdziecie w nim opowieści o niesamowitych miejscach z całego świata.

Na zachętę przytaczam Wam fragment opowieści o Bergheim wzbogacony niepublikowany fragmentami.

Rodzinna destylarnia 

Od razu wyjaśnię.

Nie zaszliśmy pod ten adres dlatego, że często pijemy napoje wysokoalkoholowe (wręcz przeciwnie, zdarza się nam to wyjątkowo rzadko). Również nie dlatego że nagle przestałam karmić swoje dziecię, aby móc sobie wreszcie pofolgować po bardzo długiej – ciągnącej się przez całą ciążę przecież – abstynencji.

Nie. Alzackie wódki, czyli eau-de-vie ciekawiły mnie przede wszystkim jako lokalny wyrób i regionalna tradycja.

Poza tym ich wykorzystanie to nie tylko wesołe biesiady w gronie znajomków. Eau-de-vie doskonale sprawdzają się jako aromatyczny dodatek do sałatek owocowych oraz lodowych deserów.

Drewniane szyldy poprowadziły nas na zacienione podwórze jednego z gospodarstw. Weszliśmy pod kamiennym łukiem bramy, rozglądamy się, czekamy aż znajdziemy gospodarzy. Z okna wychyliła się wreszcie kobieta na oko sześćdziesięcioletnia, w fartuchu, wycierając ręce w kuchenną ścierkę.

Gdy nas zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko. “Już schodzę do Państwa”. Rzeczywiście moment, a z oderwanej od kuchni gospodyni przeistoczyła się we właścicielkę rodzinnego biznesu oprowadzającą po włościach.

bergheim

bergheim

Krótka historia rodzinnego biznesu

Poznaliśmy pokrótce historię tego miejsca.

Osobą, która założyła destylarnię był jej ojciec. Najpierw był dostawcą innych firm, ale w końcu przeszedł na swoje. Biznes kręcił się dobrze, wielkie sady obfitowały, a do pomocy przy zbieraniu owoców zatrudniał zatrudnianie sezonowych pracowników.

Gdy przeszedł na emeryturę oddał stery w ręce córki. Tak to się kula aż do dziś, chociaż skala już niestety nie taka. Praca w destylarni to ciężki kawałek chleba. Nieurodzajne lata rzucają się mocnym cieniem na opłacalności. Do tego konkurencja, która produkuje napoje gorszej jakości, ale znacznie taniej.

Czy Pani Właścicielka odda destylarnię swoim dzieciom? Raczej nie. Córka poszła na regularne studia i pracuje w Strasbourgu gdzieś w dziale marketingu. Tak łatwiej. Mniej stresu w życiu.

Co będzie w takim razie z destylarnią? Nie wiadomo. Na razie jeszcze istnieje, póki starcza sił do pracy.

bergheim

Degustacja eau-de-vie

Obejrzeliśmy miejsce, gdzie stoją wielkie kadzie w których odbywa się proces destylacji wódki. Weszliśmy na piętro i przy drewnianych stołach smakowaliśmy wódki z różnych owoców.

Mirabelki, wiśnie, skórki z winogron Gewurtztraminera. Niezwykły aromat. “To w stu procentach naturalny produkt. Nie dodajemy niczego co by sztucznie wzmacniało smak.” zachwala właścicielka.

Smakujemy. Ja tak naprawdę ledwo moczę usta, resztę dopija mój mąż. Urzeczeni jesteśmy tą chwilą, rozmową, wizytą w prawdziwym alzackim gospodarstwie, wreszcie samym trunkiem i jego zapachem.

Nie mamy w zwyczaju picia mocniejszego “na trawienie”, ale wizja tych sałatek owocowych i deserów nas przekonała. Wychodzimy z butelką malinowego trunku.

***

Les amis, więcej o Bergheim przeczytacie w ebooku. Pobierzcie go od razu, klikając TUTAJ.

By | 2017-08-10T06:38:51+00:00 Sierpień 10th, 2017|zwiedzanie|0 Comments