Le Chambard i szaleństwo na rocznicę + KONKURS

Dzisiejszy temat będzie po pierwsze niewiarygodnie pyszny, bo w Le Chambard kubki smakowe odkrywają zupełnie nowe światy. Po drugie trochę ekstrawagancki ze względu na blask i splendor gwiazdek Michelina, które biorą w nim udział. Po trzecie osobisty i romantyczny zarazem, gdyż rocznice ślubu właśnie takie są. A po czwarte – z okazji pewnej blogowej rocznicy – mam dla Was niespodziankę, konkurs z nagrodami!

Jedliście kiedyś w restauracji z gwiazdkami Michelina? My – ja i S. – do niedawna nigdy. W zasadzie nigdy mnie specjalnie nie kusiły, a nawet nie oglądałam żadnego odcinka programu Top Chef. Jak to się stało w takim razie, że zawitaliśmy w końcu w tak luksusowe progi ? Otóż kropla drąży skałę.

Krok po kroku do Le Chambard

Wszystko zaczęło się dwa lata temu. Drobna sprawa, kupiłam swoją pierwszą sto procent francuską książkę kucharską. Dzięki Comment faire la cuisine Oliviera Nastiego zaczęłam stawiać swoje pierwsze kroki w kuchni alzackiej. Przyrządziłam na przykład baekeoffe z dość egzotycznym składnikiem, jakim jest krowie kopyto i jakkolwiek może Wam się to wydawać dziwne, bardzo polecam to danie! Ale wsiąkłam nie tylko w kuchnię regionalną. Zmieniłam również przepis według którego robię naleśniki i lasagne. Poważna rewolucja!

Z książki korzystam bez przerwy, więc leży w kuchni na wierzchu. Od czasu do czasu zaczęliśmy rozmawiać z S. na temat restauracji, którą prowadzi jej autor, Le Chambard w alzackim miasteczku Kaysersberg. Rok temu Michelin przyznał jej drugą gwiazdkę, pisano więc o niej w lokalnych gazetach. Nawet nie wiem, w którym momencie S. wpadł na pomysł, że byłoby świetnie, gdyby Nasti mógł mi złożyć swój autograf na książce. W wakacje okazało się, że z okazji naszej drugiej rocznicy ślubu S. zabierze mnie na bardzo wyjątkowy obiad.

Najlepszy obiad świata

Alzacja liczy sobie dwadzieścia osiem restauracji z gwiazdkami Michelina. To dużo jak na tak mały region, ale mało, jeśli porównamy Paryżem, gdzie w samym mieście jest ich osiemdziesiąt. Z trzeciej strony z kolei, w całej Polsce nadal jest tylko jeden taki lokal.

Z czym kojarzy się Wam ogwiazdkowane jedzenie? Mnie, z dziełem sztuki oraz nazwami składników, których nigdy wcześniej nie miałam w ustach (mówi Wam coś puder lawendowy albo troć?). Rzeczywiście tak jest.

Nasz lunch* trwał około czterech godzin i przypominał przedstawienie teatralne o wielu aktach. Kelnerzy na czele z majordomem dosłownie tańczyli wokół nas w bardzo dostojnym i pełnym figur tańcu. Szczerze mówiąc przez pierwszą godzinę byłam ogromnie spięta, tym bardziej, że nie miałam pojęcia co jem i jak powinnam to jeść. Mieliśmy przed sobą małe dzieła sztuki, które smakowały naprawdę nieziemsko. Do tego my pod troskliwym (i czujnym) okiem wielu kelnerów. Bardzo dziwne, ale niesamowicie wciągające doświadczenie. Dania były przepiękne, po prostu przepiękne, ale z emocji oraz ogólnej atmosfery nie myślałam nawet o wyjęciu swojego aparatu fotograficznego.

le chambard

le chambard

źródło zdjęć + zdjęcia głównego

W kuchni u Oliviera Nasti

Wszyscy traktowali nas co najmniej jak parę książęcą, postanowiliśmy więc kuć żelazo póki gorące (battre le fer tant qu’il est chaud). Wyjęłam z torby moją książkę kucharską i zwierzyłam się naszemu majordomowi, że jestem wielką fanką Oliviera Nasti oraz marzę o zdobyciu jego autografu. Parę minut później otrzymaliśmy oficjalne zaproszenie na spotkanie z szefem kuchni we własnej osobie. Kelnerzy zaprowadzili nas na zaplecze, oprowadzili po kuchni, przedstawili całą ekipę kucharzy. Właśnie tam spotkaliśmy się z Nastim, który przyjął nas bardzo serdecznie. Był w trakcie gotowania i rozmawiając z nami mieszał jednocześnie w garnku. To było szalenie sympatyczne.

Porozmawialiśmy chwilę o jego książce (ponoć na początku przygotowana jako zbiór przepisów dla jego żony, a dopiero po jakimś czasie pojawił się pomysł, aby  je wydać), o gotowaniu i restauracji. Dostałam też dedykację.

Siedzimy później przy naszym stoliku i nagle obsługa gasi światło i przy muzyce wnosi deser z dedykacją i sztucznymi ogniami (to się chyba nazywa fontanna tortowa) oraz przy wszystkich składa nam życzenia z okazji rocznicy ślubu. To było ogromnie miłe i wzruszające! (Rzeczywiście, gdy Nasti wpisywał mi dedykację do książki wspomniałam mu, jaką okazję świętujemy, ale wcale nie oczekiwaliśmy czegokolwiek z jego strony!)

W taki właśnie sposób odkryliśmy planetę kuchni doskonałej i kulinarnych dzieł sztuki. Żaden posiłek już nigdy nie będzie taki sam.

Olivier Nasti

 

Nie pytajcie, ile wydaliśmy za tą przyjemność… Sami staramy się o tym zapomnieć. To było spore szaleństwo mimo wszystko. Razem z S. uważamy jednak, że niektóre wspomnienia nie mają ceny, szczególnie te, które budują związek.

*w porze polskiego obiadu, ale według francuskich reguł to déjéuner

Adres Le Chambard
(w zasadzie Le Chambard to dawna nazwa restauracji, chociaż do teraz wiele osób jej używa. Restauracja dzieli się w tej chwili na dwa lokale: 64° Le Restaurant z gwiazdkami Michelina oraz La Winstub. Obie znajdują się w tym samym budynku.)

strona www
adres: 9-13 Rue du Général de Gaulle, 68240 Kaysersberg

Drugie urodziny bloga

Nie tylko ja i S. świętowaliśmy rocznicę w ostatnim czasie. Pod koniec września blog Love for France skończył dwa lata!

To był bardzo intensywny rok. Obfitował szczególnie we wspólne projekty z innymi blogerami (takie jak regularne cykle tematyczne W 80 blogów dookoła świata oraz Miesiąc Języków realizowane z blogerami kulturowo-językowymi). Na blogu ukazał się cykl wpisów gościnnych Alzacja polskimi oczami oraz seria artykułów językowych. Natomiast już za chwilę (w tą sobotę!) pojawi się pierwszy wpis z nowego projektu pod tytułem Francuskie historie Polek, w którym poznacie z bliska wiele tajników emigranckiego życia. Od technicznej i organizacyjnej strony również nastąpiły spore zmiany. W czasie wakacji Love for France przemigrował na własną domenę i przeszedł gruntowny lifting (o szczegółach możecie poczytać TU i TU). Jednocześnie społeczność frankofilów zrzeszonych przy Love for France rozrosła się do prawie tysiąca osób!

Bardzo dziękuję, że jesteście ze mną w tej francusko-alzackiej historii, że czytacie, komentujecie, lajkujecie i udostępniacie treści z bloga. Wielkie merci !!!

KONKURS

Z okazji blogowych urodzin przygotowałam dla Was konkurs, w którym możecie wygrać przewodniki po Mieście Świateł. Nagrody ufundowało wydawnictwo Bezdroża, za co bardzo dziękuję!

bezdroza

Do wygrania są
Za zajęcie pierwszego miejsca, egzemplarz „Paryż. Przewodnik-celownik”
Za zajęcie drugiego i trzeciego miejsca, egzemplarz „Paryż. Udany weekend”.

konkurs

Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie:
Za co kochasz Francję? Opowiedz o jednej rzeczy związanej z Francją, która jest bliska Twojemu sercu.

Zasady konkursu:
1/ Odpowiedzi należy umieszczać w komentarzu pod dzisiejszym artykułem lub przesłać na adres izabela@mojaalzacja.pl, a ja zamieszczę je na blogu.
2/ Odpowiedzi konkursowe można przesyłać do 8.10.2015 (czwartek) do godziny 24:00.
3/ Nagrodzone zostaną najciekawsze, według autorki, odpowiedzi.
4/ Wyniki zostaną ogłoszone w dniu 13.10.2015 (wtorek).
5/ UWAGA! Nagrody wysyłane są jedynie na terenie Polski. Można podać adres kogoś z rodziny lub przyjaciół, kto odbierze książkę lub wymienić drukowany przewodnik na e-booka.

Powodzenia i dobrej zabawy!


Podobał Ci się artykuł? Pozostańmy w kontakcie!
Polub fanpage na FB, profil na Bloglovin oraz dołącz do Quizlet.


By | 2017-05-17T21:59:32+00:00 Październik 1st, 2015|kuchnia, zwiedzanie|40 komentarzy
  • Pingback: Co warto zwiedzić w Alzacji • Moja Alzacja()

  • Solange Ola napisała (jeszcze o czasie):
    Francja jest moją wielką miłością, bezwarunkową, szczerą, na zawsze! Za co ją kocham najbardziej? Trudno podać wybraną rzecz, ponieważ tworzy jedną doskonałą całość od północy aż do południa, od wschodu aż po zachód. Z górami, morzem, oceanem, kuchnią, modą, zabytkami. Ale jeśli muszę wybrać jeden najbliższy mojemu sercu szczegół, to będzie to kultura i sztuka. Nie da się ich rozdzielić, a gdyby nie bogata lista znakomitych artystów, którzy mieszkali i tworzyli we Francji, a także tych, którzy się przyczynili do wspierania kultury, to ten kraj nie byłby dzisiaj taki, jakim go znamy. Można zacząć opowieść od Galii, ale pominę początki i zatrzymam się na chwilę w czasach Króla Słońce. Dzięki Ludwikowi XIV mamy Wersal, jeden z najpiękniejszych pałaców w Europie, a także epkę w historii o niezwykłym splendorze. Poza tym wspominany król cenił muzykę i teatr. Wspierał m. in. Moliera. Artysta niewątpliwie wpisał się na stałe w historię francuskiej literatury. Przeskakując o kilka wieków, docieramy do belle epoqu – niesamowicie magicznego okresu w dziejach Francji, a przy tym do całej grupy impresjonistów. Wtedy tworzył też mój ulubiony Toulouse Lautrec, który mimo trudnego życia i kalectwa, odnosił sukcesy artystyczne, a jego działa zwisły w Luwrze jeszcze za życia wspomnianego artysty. Paryż stał się w tamtych czasach stolicą sztuki. Montmartre domem artystów. Nawet dzisiaj, przechodzą obok Moulin Rouge można odnieść wrażenie, że zaraz miniemy jakąś sławę sprzed wieków. Wtedy w Paryżu tworzyło mnóstwo znakomitości. Poza Louteciem byli przecież: Renoir, Modigliani, Apollinaire, Debussy, Gauguin, Monet i inni. Malarstwo, muzyka, literatura tworzą nieodłączny element Francji. Później nastała epoka filmu, wraz z nią moi ukochani: Louis de Funes i Brigitte Bardot. Czym byłaby dzisiejsza Francja gdyby nie te znakomite postaci? Wiem, że to tylko mały zarys, niewielkie wyrywki z bogatej kultury i sztuki najpiękniejszego kraju na świecie. Gdybym chciała opisać szczegółowo całe dzieje, to powstałaby powieść, a w niej też architekci, projektanci mody i inni twórcy, których tutaj pominęłam. Podsumowując: Vive la France!

  • Chmury Kultury napisała:

    Francję kocham za rodzinę, za kulturę, za to, że Francuzi znają się na muzyce klasycznej i docenili mojego wujka, który już jako sławny pianista właśnie tam – we Francji mógł rozwinąć skrzydła i robić to co kocha. Teraz dzięki tym wydarzeniom, mam ciocię Francuzkę, kuzynkę, kuzyna, których odwiedzam w Paryżu. Dzięki nim poznałam Francję z zupełnie innej strony.. Zapoznali mnie ze smakiem żabich udek, które bardzo przypadły mi do gustu i obiecali przyrządzić ślimaki przy kolejnej wizycie. Chociaż śmiali się, gdy przy pierwszym spotkaniu właśnie z tym kojarzy mi się Francja. Oni wizję swojej ojczyzny widzieli bardziej z perspektywy wina i serów oraz operetek. Ciocia po polsku mówi bardzo dobrze, niestety jej dzieci słabo, ale możemy się dogadać (po polsku!) co powoduje u mnie wielki uśmiech na twarzy. Dzięki wspaniałym wspomnieniom, które miały miejsce w Paryżu, dzięki wielu wzruszeniom, które towarzyszyły mi podczas spotkań z rodziną i m.in szukaniem zdjęć wspólnych przodków, Francja kojarzy mi się przede wszystkim z nimi i Polską. Wujek zawsze pamiętał skąd pochodzi i zasiał tę świadomość w swojej córce i wnukach. Przez te wszystkie zdarzenia, Francja kojarzy mi się również z drzewem genealogicznym. To właśnie przez chęć poznania moich przodków, odnowiłam kontakt z rodziną z Francji. Nie było to trudne, odnalazłam ich i zostałam bardzo ciepło przyjęta. Wujek niestety nie żyje, zmarł podczas swojego turnee, ale ważne, że pamięć o nim żyje. A najbardziej żyje ona właśnie we Francji.

  • Wysłane na maila! :) Zdążyłam! :)

  • Coś mi przypomina ta historia ;) My też z moim S. kursowaliśmy przez wiele miesięcy między Polską a Francją :) Powodzenia Waszej miłości! ps. Dziękuję za udział w konkursie :)

  • Marianna Jędrzejczyk

    Ach, jakie wspaniałe doświadczenie! Fajnie jest czasem zaszaleć i zweryfikować takie mityczne miejsca, jak restauracja z gwiazdkami Michelina – okazuje się, że wcale nie musi być sztywno i pompatycznie, a że ceny bywają z kosmosu… no cóż, raz to nie zawsze, dwa razy nie często ;-) Gratuluję obu rocznic i życzę wielu kolejnych w równie ekscytujących miejscach :-)

    • Bardzo polecam takie szaleństwa – choćby i tylko raz w życiu ;) ps. Bardzo dziękuję za życzenia! :)

  • bededziennikarka.blogspot.com

    Mając 7 lat, zainspirowana pewnie jakimś filmem, postanowiłam wyjechać do Francji i nauczyć się grać na fortepianie (chyba chciałam być wielką damą:)). Od poniedziałku rozpoczynam kurs języka francuskiego i mam nadzieję, że za rok podczas wakacji spełnię swoje dziecięce marzenie i wreszcie zwiedzę Paryż :)

    • Dziecięce marzenia potrafią mieć gigantyczny wpływ na całe życie :) Powodzenia w nauce francuskiego i w wyjazdowych planach!

    • To też było moim wielkim marzeniem kiedy byłam dzieckiem i…udało się, dlatego trzymam za Ciebie kciuki! :)

  • Emilia

    Z podróży poślubnej po Francji przywiozłam “w brzuszku” naszego pierwszego syna :) Za dwa tygodnie minie 7 lat… (tak w temacie rocznic)

  • Niestety we Francji jeszcze nie byłam – i nic konkretnego nie napiszę. Natomiast zainteresowała mnie bardzo książka (zbieram książki kucharskie nałogowo i dużo gotuję) – mam nadzieję, jest również w wersji angielskiej albo polskiej. Bo kuchnię francuską akurat bardzo lubię i chętnie poznaję tajniki. Świetny pomysł z eksperymentem Michelin – może też powinnam się skusić i to przeżyć.

    • Tatiana, spojrzałam na Amazon, jak wygląda sytuacja i nie znalazłam angielskiej wersji. Pozostaje tłumaczyć ze słowniczkiem, albo skorzystać z tych kilku przepisów, które opublikowałam na blogu – podlinkowałam te od Nastiego. Dodam tylko ten z magdalenkami, o którym najwyraźniej zapomniałam – https://mojaalzacja.pl/les-madeleines-czyli-magdalenki/ :)

      • To jest bardzo zła wiadomość (apropo języka) i dobra (dla Ciebie) – bo teraz poproszę gotować więcej i częściej z książki opisując to tu ;)

        • Z wielką chęcią :D Bardzo lubię gotować i rubryka kulinarna, co prawda nie jest wielka, ale stale się rozrasta :)

  • Gratuluje rocznicy i takiej fajnej niespodzianki. My dopiero 3 miesiace po ślubie, ale na naszą rocznicę już zaplanowałam romantyczną kolację połączoną z rejsem po Sekwanie.
    Za co kocham Francję? Chyba za to, że tutaj rozkwitł nasz związek. Kiedy przylatywałam do Francji był moim chłopakiem, w Prowansji mi się oswiadczył, a teraz jest moim mężem. I nadal mieszkamy we Francji :)

    • Dziękujemy :) Wam też gratuluję!!! Planowanie rocznic to w ogóle bardzo przyjemne zajęcie, pomysł z rejsem po Sekwanie (bateau mouche, prawda?) jest świetny!
      Dziękuję również za udział w konkursie!

  • Przemek napisał:

    Za co kocham Francję? Może zacznę od historii bezpośrednio z nią związanej, mój dziadek urodził się we Francji (konkretnie w Paryżu) i zawsze jak byłem mały opowiadał mi jak tam jest pięknie, wpojił mi miłość do tego pięknego kraju, przez całe życie chciałem wyjechać do Francji i w końcu mi się udało i to ja mówię mojemu dziadkowi, że miał rację i to teraz ja mu opowiadam jak ten kraj jest piękny pod względem kultury- zwłaszcza wielokulturowości i ciekawej historii, kuchni i przede wszystkim krajobrazom, których nie można zobaczyć nigdzie indziej.

    • Podoba mi się ten międzypokoleniowy przepływ myśli – najpierw dziadek opowiadał Tobie, teraz Ty dziadkowi. Bardzo to piękne!

  • Mel Gosia Ba

    Izo przyjmij podwojne zyczenia ode mnie. Tak wspanialej rocznicy zyczylaby sobie kazda z nas. Faktycznie bezcenne wspomnienie i az mi sie lezka zakrecila czytajac wpis. W takiej restauracji mozna sie poczuc jak ktos wyjatkowo wazny! Co do mojej francuskiej milosci, to mam nadzieje, ze ona sie dopiero zacznie. Tak jak kiedys w dziecinstwie chcialam zamieszkac w Niemczech, i zamieszkalam, tak od jakiegos czasu widze sie i czuje sercem we Francji. Nawet nie rozumiejac jezyka, moge go sluchac i sie nim delektowac jak makaronikami ;) Kochac mozna Francje za jej piekno, elegancje i dobry gust, za filmy i muzyke, smak wina i subtelnosc. Dla mnie Francja jest magiczna, bardzo romantyczna, no i chyba w zadnym innym jezyku ”kocham Cie ”, nie brzmi tak pieknie i goraco, jka wlasnie w jezyku francuskim. Ja ja po prostu <3 za to, jaka jest.

    • Małgosia, bardzo dziękuję za życzenia! Cieszę się, że mogłam się podzielić własnymi wzruszeniami, to takie chwile zostają naprawdę mocno w głowie i sercu (mam nadzieję, że na całe życie) :)
      Dziękuję za udział w konkursie! Nie wiadomo, co jeszcze los przyniesie, ale ja jestem żywym przykładem, że marzenia potrafią się spełniać z zadziwiającą dokładnością ;)

  • Natalia pisze:

    Za co kocham Francję?

    Moja miłość do tej kultury i języka zaczęła się w dość prosty sposób. Wybierając szkołę licealną kierowałam się tym jaki język dodatkowy proponuje mi dana szkoła. Od ponad 6 lat uczyłam się rosyjskiego, 3 angielskiego i nie wyobrażałam sobie aby nie kontynuować tego. Szkoła na którą padł wybór dawała możliwość zamiany obowiązkowego francuskiego na rosyjski co w moim przypadku wydawało się idealnym rozwiązaniem. I ruszyłam na podój tejże szkoły, wydawało mi się, że wszystko mam zaplanowane aż do dnia rozpoczęcia roku szkolnego- okazało się, że wychowawcą moim będzie nauczycielka francuskiego i już od 01.09 rozpoczęła uczyć nas tego języka- w którym zakochałam się od pierwszego “usłyszenia”. Radość z pierwszego samodzielnie sklejonego przeze mnie zdania, pierwsza rozmowa w tym języku, świadomość że rozumiem to co mówią do mnie inni i potrafię w sposób komunikatywny przekazać im to co ja myślę jest bezcenna. Śmiech z trudnych słów oraz co najważniejsze radość ze zdanej matury w tym języku! Dziś jestem już ponad 8 lat po “pierwszej” lekcji z francuskim i wiem, że był to najlepszy język jakiego kiedykolwiek mogłam się uczyć i cieszę się, że tak potoczyła się moja droga!

    • Natalia, dziękuję za udział w konkursie! Również z Tobą się cieszę, że taki przypadek niespodziewanie rozwinął wielką miłość :) Widać, że to była dobra nauczycielka (a od nauczycieli, jak wiadomo, baaaardzo dużo zależy)!

  • MarlenaK napisała:
    U mnie uczucie do Francji zaczęło się pokrętnie i raczej był to psikus losu niż mój wybór. We Francji byłam kilkakrotnie i … nic mnie nie urzekło (może z wyjątkiem Luwru), a doświadczenia w kwestii rezerwacji noclegów (m.in. wmawianie mi, że nie zarezerwowałam – na szczęście wydrukowana rezerwacja, którą miałam ze sobą mnie uratowała) upewniło, że już tu nie wrócę. Ale Siła Wyższa, los czy inne “fatum” postawiło na mojej drodze pewnego Francuza dzięki któremu ponownie uwierzyłam, że może być pięknie i dzięki któremu na nowo odkrywam i poznaję Francję :) Dzięki Francjo!

    • A to się Francja nie pokazała z najlepszej strony w takim razie.. Ja też zawsze drukuję wszelkie potwierdzenia rezerwacji czy zakupu i już kilka razy uratowało mi to sporo nerwów :) A tu się zgodzę w 100%, Francję najlepiej odkrywa się we dwoje :)

  • Vika Nova

    Pięknie spędzona rocznica ślubu! Piękne zorganizowanie i pomysł na nią <3 Życzę Wam wszystkiego najlepszego i wielu, wielu lat życia razem i ze smakami francuskiej kuchni :)

  • Maja napisała:
    Za co kocham Francję? Zawsze kiedy słyszę to pytanie od osób, które dowiadują się o mojej miłości do NIEJ odpowiadam jedno : za język francuski. Może to dla niektórych nudne, może banalne a dla innych niezrozumiałe ale w języku francuskim zawiera się wszystko jak również odpowiedź na pytanie konkursowe. To od miłości do języka francuskiego zaczęła się najpierw fascynacja Francją, która z czasem przeszła w zakochanie;) Dzięki językowi jestem w stanie bez problemu wyjeżdżać do Francji, zwiedzać i poznawać różne zakątki bez blokady językowej. ( prawdopodobnie z wieloma błędami;) Mogę. poznawać ludzi a tym samym rozmawiając poznawać zwyczaje i kulturę. Znajomość języka wielokrotnie pomogła mi zjednać sobie Francuzów, łagodzila wiele sytuacji, pomogła nawiązać znajomości a także przyjaźnie oraz także tu w Polsce ucząc się języka codziennie czuję Francję blisko siebie , czuję jej obecność i oddech za sobą. Nie wskazuję jednego miejsca, rzeczy, osoby związanej z Francją , którą kocham ponieważ nie jestem w stanie wybrać . Dla mnie tą jedną rzeczą jest właśnie znajomość języka , która jest furtką do poznawania Francji i zakochiwania się w niej coraz bardziej i bardziej a tym samym odkrywania w NIEJ małych lub większych miłostek;) Pozdrawiam serdecznie Maja.
    P.S. moja znajomość języka nie jest na wysokim poziomie ale pozwala na w miarę swobodne rozmawianie. Cały czas marzę o perfekcyjnej znajomości i wiem , że jeszcze długa droga przede mną ale ta myśl i pragnienie aby mówić biegle daje mi tego przysłowiowego powera do nauki ;)

    • O, tak! Język to klucz – szczególnie w przypadku Francji. Nie znam drugiego narodu tak zakochanego w swoim własnym języku ;) Zdecydowanie podzielam Twoją fascynację :)

  • Byłabym w siódmym niebie w takiej restauracji :) Uwielbiam jeść, a taka uczta to musiało być niebo dla podniebienia :)
    Udział w konkursie na pewno wezmę :) Ale w weekend do tego przysiądę :)

    • Jedzenie było niesamowite! :)
      Tak, tak, zapraszam do konkursu!

      • Dzisiaj może znajdę czas na konkurs :) Na pewno go nie odpuszczę :)

  • Viennese breakfast

    Pięknie i smakowicie świętowaliście rocznice :)
    Macie racje – niektóre doznania, doświadczenia i wspomnienia nie mają ceny.
    Wielu kolejnych rocznic do świętowania wam życzę. Blogowi oczywiście też!

  • Ochhh ale piękne! Aż się wzruszyłam :) No i oczywiście zazdroszczę doświadczenia. My ostatnio też byliśmy w restauracji Michelin i też to opisałam u siebie na olganina, ale 1. znacznie skromniej, bo tylko dwa małe dania 2. bez takich tańców kelnerskich, 3. bez rocznicy :(( ;) Ale mamy apetyt na więcej!

    Gratulacje z powodu rocznicy ślubu i prowadzenia bloga :)

    No dobrze ja się zgłaszam do konkursu, chociaż opowieść, którą chcę się podzielić jest taka.. zwyczajna…Rzecz związana z Francją, która jest bliska mojemu sercu :)
    Zawsze chciałam pojechać do Paryża, było to jedno z moich marzeń podróżniczych. Po pierwsze chciałam go zwiedzić, ale po drugie chciałam wypróbować na własnej skórze czy to miejsce jest naprawdę takie piękne, romantyczne, jak to wynikało z opowieści wszystkich znajomych, którzy tam byli.

    Oczywiście zwiedziliśmy Luwr, Notre Dame i kilka innych must see, ale okolicznością, która najbardziej zapadła mi w pamięć i która do dzisiaj wydaje mi magiczna i najbardziej romantyczna w moim życiu ;) było pewne popołudnie spędzone na Polach Marsowych z moim Miguelem. Siedzieliśmy na trawie, patrząc na wieżę Eiffla, wcześniej zakupiliśmy mini prowiant (co najśmieszniejsze to był mój pomysł, ale wcześniej nawet nie wiedziałam, że na Polach ludzie robią sobie pikniki, po prostu byłam głodna ;)), tak spokojnie, razem, trochę rozmawiając, w objęciach… Utwierdzałam się w przekonaniu, że ten Paryż to jednak fantastyczne miejsce, wcale nieprzereklamowane, pełne uroku i że całe szczęście, że tej wieży to jednak nie rozebrali… Przemknęło mi nawet przez myśl, że gdyby mój chłopak miał mi się oświadczyć, to wcale bym się nie obraziła, gdyby zrobił to w Paryżu, na tej trawie.. No i ogólnie serduszka w oczach.

    Przeżywałam ten moment jeszcze kilka godzin później, gdy już wróciliśmy do hotelu, zapytałam się Miguela: “O czym myślałeś jak siedzieliśmy sobie tam na trawie?” oczekując odpowiedzi “o tobie, o nas, o naszych dzieciach, o tym jaki zbudujemy dom”, itp… Jego odpowiedź: “O futbolu, byłem trochę nerwowy, bo nie wiedziałem czy drużyna XXX wygra z YYY, akurat to była godzina meczu”. Wyobraź sobie moją minę.*

    * historia jak najbardziej prawdziwa :(((( No ale szybko się podniosłam, bo potem M. zaprosił mnie na lody.

    Dlaczego dobrze wykorzystam nagrodę w konkursie pomimo faktu, że byłam już w Paryżu? Ponieważ 1. nasze zwiedzanie odbyło się bez żadnego przewodnika, 2. mam zamiar wybrać się jeszcze nie raz do tego miasta!

    • Olga, razem z Tobą zaczęłam się rozpływać podczas Twojej opowieści o wieży Eiffle’a, pikniku i siedzeniu w objęciach swojego mężczyzny … Co za dramatyczny zimny kubeł wody na koniec! :P Ujmująca, pełna realizmu (!!!) historia :)
      ps. Bardzo dziękuję/my za gratulacje :)

  • Wszystkiego dobrego ! Życzę wielu taki rocznic zarówno w życiu prywatnym, jak i na blogu :)
    Myślę, że choć raz w życiu warto się zrujnować i posmakować cuisine gastronomique. Super gest ze strony szefa kuchni i pamiątka na całe życie :) Dobrze, że jednak nie wyciągnęłaś tego aparatu. Myślę, że w takim miejscu byłoby to nietaktem, chociaż w obecnym świecie już takie zachowanie chyba nikogo za bardzo nie dziwi ;) Może zdradzisz, co dokładnie jedliście? Czy porcje były bardzo skromne? Zawsze wszyscy na to narzekają hehe No ale w takim miejscu nie ilość, a jakość i finezja się liczą ;)

    • Merci za życzenia!
      Tak, raz w życiu trzeba! Nie wiem, czy kiedyś powtórzymy taką kulinarną wycieczkę (chociaż szczerze mówiąc nagle nabrałam apetytu ;) ), ale bardzo się cieszę z tej w Le Chambard.
      Co do zdjęć – kilka razy mocno mnie kusiło, ale tak jak mówisz, to mogłoby jednak być odebrane jako nietakt. Nie jestem profesjonalnym fotografem kulinarnym i foto nie było totalną koniecznością, więc mimo wszystko się powstrzymałam ;)
      Co do porcji. Są baaaaardzo małe! Natomiast zdecydowanie się najedliśmy, ale to tylko dlatego, że się pomyliliśmy w zamówieniu.. Wzięliśmy menu découverte, 4 dania i byliśmy pewni, że każde z nas dostanie po 2. Okazało się, że to propozycja dla jednej osoby i kelner zinterpretował, w takim razie bierzemy je razy dwa. Plus różne przystawki, deska serów, deser. Wyszło tego naprawdę dużo. A co jedliśmy – między innymi węgorza, sarninę i jakąś rybę, której zupełnie nie znałam :)