Podchodzę do emigracji jak do sposobu na życie

W Ewie czuć siłę. Mówi o cierpliwości, której trzeba emigrantowi. Mówi o spokojnym, szczęśliwym życiu w podparyskim Vexin. Opowiada o życiu spełnionym, nowych projektach, drobnych szczęściach francuskiej i rodzinnej codzienności.

Jednak na pytanie o główną lekcję, jaką dała jej francuska emigracja odpowiada krótko… pokora. Pokora i wytrwałość. Możemy się tylko zastanawiać, jakie doświadczenia wpłynęły na taką właśnie perspektywę.

Zapraszam na kolejną rozmowę z cyklu Francuskie Historie Polek.

Rozmowa z Ewą mieszkającą w Vexin

Opowiedz parę słów o sobie na początek. Jak wyglądało Twoje życie przed wyjazdem z Polski? Czym zajmujesz się na co dzień teraz we Francji?

Dzień dobry. Nazywam się Ewa Fournier le Ray i mieszkam w podparyskim parku regionalnym Vexin wraz z mężem Erwanem, synkami Sachą i Aidenem, psem Charlie, kotem Marty i rybką, która co dwa tygodnie zmienia tożsamość, gdyż to jedyna istota żyjąca w naszym domu, która nie posiada paszportu. W tym tygodniu rybka nazywa się Marcel.

Przed osiedleniem się na stałe we Francji podróżowałam po Europie. Mieszkałam w Irlandii i w Niemczech ale to nad Sekwaną postanowiłam rozpakować kartony wypełnione po brzegi książkami i sprzętem kuchennym (i butami, które dzisiaj są już tylko wspomnieniem, bo zjadł je pies).

Na co dzień zajmuję się domem, projektowaniem i szyciem ubranek z lnu dla dzieci dla mojej marki Vadim et Josephine oraz moją pasją, którą jest kuchnia francuska.

Podchodzę do emigracji jak do sposobu na życie

O POCZĄTKACH WE FRANCJI

Od kiedy jesteś we Francji? Jak to się stało, że osiadłaś tu na stałe?

Przyjechałam do Francji na stałe w 2008 roku, po kilkuletniej tułaczce po Europie. W tym kraju czuję się najlepiej, gdyż odpowiada mi to, w jaki sposób się tutaj żyje, jego kultura i sztuka no i oczywiście kuchnia.

Jakie są Twoje wspomnienia z pierwszego roku po zamieszkaniu we Francji? Co było najprzyjemniejsze, a jakie aspekty okazały się trudne?

Podchodzę do emigracji jak do sposobu na życie. Tak naprawdę wszędzie czuję się jak u siebie i czerpią z danej kultury to co najlepsze. Myślę, że to właśnie ta otwartość na ludzi, na świat, pozwoliły mi uniknąć przykrych niespodzianek. Nigdy nie spotkałam się z odrzuceniem przez to, że nie jestem Francuzka.

Jakie były Twoje pierwsze francuskie zdziwienia?

To był 1998 rok. Mój pierwszy dłuższy pobyt we Francji jako au pair. Postawiono przede mną gruszkę na talerzu. Do tego dostałam nóż i widelec. Od tej pory już nigdy nic mnie nie zdziwiło.

Co we Francji lubisz najbardziej? Co warto byłoby przenieść na polski grunt?

Zdecydowanie kuchnię francuską. Jest niesamowicie różnorodna. Może być prosta, może być wykwintna. Najważniejsze są dobrej jakości składniki. Francuzi jedzą niesamowite ilości warzyw i owoców. Przygotowuje się je na wszelkie sposoby: na surowo, zapiekane, w sosach, jako danie główne albo jako przystawka. I tego właśnie brakuje mi w polskiej kuchni.

Profiteroles

FRANCJA I FRANCUZI NA CO DZIEŃ

Czy przed wyjazdem znałaś język francuski? Jaką rolę znajomość języka odegrała dla Ciebie w odnalezieniu się we Francji?

Tak. Uczyłam się języka w szkole i udało mi się go podszkolić podczas pobytów au pair. Dlatego, kiedy osiedliłam się tutaj już na stałe, nie był to dla mnie problem.

Czy było Ci łatwo łatwo jest odnaleźć się wśród Francuzów i poczuć się jak „swoja” a nie „przyjezdna”? Co może pomóc?

W związku z tym, że właściwie od początku żyję francuskim stylem życia, nie miałam problemów z zaaklimatyzowaniem się. Uznaję, że jeżeli emigrujemy do jakiegoś kraju to nie po to, żeby za wszelką cenę nie stracić nic z naszej polskości ale po to, żeby otworzyć się na nowe kultury i do nich dostosować. Zresztą, ja naprawdę wszędzie czuję się jak u siebie, dlatego nie myślę o sobie jako o Polce czy Francuzce. Jestem po prostu Ewą w wielkim świecie.

Ważną rzeczą dla emigranta jest odnalezienie się na lokalnym rynku pracy. Jak to wyglądało u Ciebie?

Przyjechałam do Francji na stale w 2008 roku, kiedy otworzył się rynek pracy dla Polaków. Pracowałam dotychczas w restauracji ale nie chciałam tego kontynuować. Przez biuro pośrednictwa pracy dostałam się na rozmowę kwalifikacyjną do pewnej kancelarii adwokackiej. Starałam się o posadę hostessy i dostałam ją niemal natychmiast po opuszczeniu budynku po tej rozmowie. Podobno o tym, czy zostanę zatrudniona zadecydowało to, że zasunęłam za sobą krzesło, wstając od stołu. Dopiero po kilku tygodniach okazało się, że to jedna z najstarszych kancelarii adwokackich we Francji a pracujący w niej prawnicy tworzyli francuskie prawo podatkowe i przedsiębiorcze. Spędziłam w tej firmie sześć cudownych lat ewoluując do posady asystentki dyrekcji marketingu.

Jaką radę mogłabyś dać osobie, która właśnie przeprowadziła się w te strony i chce znaleźć pracę? Od czego powinna zacząć?

Przede wszystkim od uzbrojenia się w cierpliwość. Jeżeli przyjeżdża się tutaj bez konkretnego zawodu i znajomości, chociaż podstawowej, języka, to tak jak w każdym kraju, jest ciężko o pracę. Ale nie należy się poddawać. Przede wszystkim należy zapisać się do urzędu pracy i być aktywnym w jej poszukiwaniu.

Jesteś autorką bloga MRS AND MR FLR. Skąd się wziął pomysł na niego, o czym piszesz? 

Blog nigdy nie był moim sposobem na życie. Pojawił się po przeprowadzce na wieś. W przeciągu trzech lat istnienia sporo ewoluował. Z początku był blogiem parentingowym ale jestem chyba lepsza w byciu mama na żywo niż w pisaniu o tym. Piszę trochę o kuchni, trochę o naszym życiu, o naszych planach.

Ale tak naprawdę nie potrafię być stuprocentową blogerką. Życie oferuje mi zbyt wiele pomysłów i wolę skupić się na rodzinie, na marce, na książce kucharskiej o regionie Vexin, którą piszemy razem z mężem oraz na najnowszym projekcie jakim jest portal kulinarny aCOOKu, który tworzymy wraz z polskimi dziennikarzami i blogerami z calego swiata. Na razie mocno rozkręcamy nasz fanpage. Jest pysznie i ciekawie!

Jesteś mamą dwóch chłopców (Gwiazdy Instagrama! Macie świetne zdjęcia!). Jak to jest być mama na emigracji?  

Sacha i Aiden to moje dwa największe skarby. Wychowujemy ich razem z mężem tak, żeby dali sobie radę w życiu, niezależnie od okoliczności w jakich się znajdą. Moim zdaniem nie jest ważne gdzie się jest mamą ale jaką. Ważne jest, żeby wychowywać dzieci w szacunku dla otoczenia, wpajać im, że ważne jest “dzień dobry”, “dziękuję” i “czy mogę wstać od stołu”. I wspierać je w każdej sytuacji, pomagać po drodze ale kierunek w jakim idą niech wybiorą sobie sami. Dzieci uczestniczą w większości aspektów naszego życia. Razem z nami gotują, razem z nami jeżdżą po okolicznych wioskach i zbierają materiały do książki. Nawet Aiden, z wysokości swoich niespełna dwóch lat, angażuje się całym sobą, ponieważ mu na to pozwalamy. Jesteśmy sobie małą typowa rodzinką i jest nam ze sobą dobrze.

Podchodzę do emigracji jak do sposobu na życie

POLKA NA EMIGRACJI

Emigracja zmienia w życiu niemal wszystko? Jakie zmiany odczuwasz najmocniej?

Tak naprawdę emigracja była logicznym następstwem całej mojej edukacji. Moja mama, która mnie i mojego brata wychowywała sama, zawsze stawiała na naukę języków i zachęcała nas do zobaczenia świata. Dlatego nigdy nie bałam się wyjechać i emigracja pomogła mi zbudować siebie taką, jaka teraz jestem. A czy jest coś piękniejszego niż bycie sobą?

Czego emigracja Cię nauczyła?

Pokory i tego, że zawsze jest wyjście z sytuacji. Wystarczy się rozejrzeć.

Gdybyś mogła cofnąć czas, czy jeszcze raz zdecydowałabyś się na Francję? Może coś zrobiłabyś inaczej?

Nigdy nie patrze wstecz, nie zastanawiam się co by było, gdyby… Przechodzę przez życie tak jak chcę, to ja dokonuję wyborów i nawet, jeżeli nie są one trafione, to na pewno są lekcją, która pozwala mi iść przed siebie.

Czy zdarza Ci się tęsknić za Polską? Za czym najbardziej?  Jak sobie z tym radzisz?

Oczywiście. Tęsknię za mama, za przyjaciółmi, za rodziną. I za bułką z pieczarkami z budki przy ulicy Sikorskiego w Gorzowie Wielkopolskim, skąd pochodzę. Ale za mało znam Polskę, żeby za nią tęsknić jako za krajem.

Czy do emigracji we Francji można się przygotować? Co poradziłabyś osobie, która zastanawia się nad wyjazdem na stałe do kraju nad Sekwaną?

Teoretycznie tak. Można czytać książki, oglądać filmy, przyjeżdzać na wakacje. Oczywiście, znajomość języka, chociażby podstawowa oraz jakikolwiek plan na życie na emigracji pomagają w postawieniu pierwszych kroków. Jeżeli już się zdecydowało na przyjazd do Francji to należy temu krajowi dać szansę a nie opierać się na zasłyszanych w radiu i telewizji przekonaniach. Warto też czytać blogi, takie jak Twój, żeby zobaczyć, jak ludzie radzą sobie z codziennością, podatkami, rodzicielstwem, życiem zawodowym, itp.

Na koniec, powiedz proszę, jakie jest Twoje ulubione miejsce we Francji, które Twoim zdaniem, koniecznie trzeba zobaczyć.

Przez wiele lat szukałam swojego miejsca w tym cudownym kraju. Zawsze zadziwia mnie jego różnorodność regionalna. W zeszłym roku nareszcie zobaczyłam miejscowość, w której chcielibyśmy kupić dom, żeby jeździć tam na wakacje i osiąść pewnego dnia na stałe, kiedy dzieci już wyfruną z gniazdka. Znajduje się ona w regionie Oksytanii, w parku Haut Languedoc, niedaleko Montpellier. To cudowny, dość dziki region, w którym nie ma zbyt wielu turystów a przyroda aż zapiera dech w piersiach. Zresztą, sama o tym doskonale wiesz, droga Izo.

Rzeczywiście, w te wakacje liznęliśmy trochę Oksytanii i na pewno tam jeszcze wrócimy. Ewa, bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Linki do materiałów wymienionych w wywiadzie:

blog MRS AND MR FLR

Instagram Ewy

facebook’owy fanpage portalu kulinarnego aCOOKu

*

Jeszcze raz dziękuję Ewie za poświęcony czas i otwartość, z jaką dzieliła się swoimi przeżyciami. Na pewno będzie jej miło, jeśli skomentujecie wywiad lub zadacie jej pytanie w komentarzu.

Dla Was, les amis, emigracja jest wyborem czy koniecznością? Walczycie z nią, czy przyjęliście wszystko, z czym się wiąże z otwartymi ramionami?

*

Przeczytaj poprzedni wywiad z cyklu Francuskie Historie Polek:
Rzeczy niewykonalne stają się rzeczywistością

By | 2017-11-10T23:06:07+00:00 Październik 13th, 2017|emigracja, francuska codzienność|6 komentarzy
  • Pingback: Francja zawsze była krajem moich marzeń • Moja Alzacja()

  • Agnieszka Moniak

    Ciekawy wywiad z Ewa. Piekne zdjecia. Zadziwila mnie jednak jedna mysl albo zdanie jesli wolicie ” Ale za malo znam Polske by za nia tesknic jako za krajem”… Z punktu widzenia geografii Polski? Jej charakterystyk historycznych, kulturowych, spolecznych? Przyznam, ze w ustach Polki brzmi to dosc dziwnie. I chyba zgodze sie z moja przedmowczynia co do dawanych rad… jak znalezc prace itd… poniewaz podobny wywiad ze mna ma sie pojawic tutaj za miesiac to pozowle sobie napisac i moja opinie. Nie mozna dawac takich rad, one sa po prostu zbedne. Kazdy z nas jest inny, ma inne doswiadczenia, aspiracje, mozliwosci i zapisanie sie do biura pracy akurat w moim przypadku by nie dalo zupelnie, zupelnie nic.

    • Ja w którymś momencie zapisałam się do biura pracy… i potem byłam jeszcze bardziej sfrustrowana i rozczarowana. Jeśli ma się bardzo konkretny profil zawodowy (no nie wiem, murarz, nauczyciel angielskiego, lekarz) to pewnie Pole Emploi by i pomogło. W Polsce natomiast mamy bardzo dużą tendencję (co uważam za duży plus) rozwijać się zawodowo na wielu płaszczyznach, mamy tzw. nietypowy profil zawodowy – ja przynajmniej taki mam – i wtedy znalezienie pracy we Francji potrafi być dużym problemem. To jest w ogóle temat bardzo szeroki i można by o nim bardzo długo mówić…

    • Ewa

      Jeśli chodzi o dawanie zbędnych rad, to mam wrażenie, że to nie jest wina rozmówczyń, a samej formy wywiadu. Jeśli to w ogóle wywiadem można nazwać. Dla mnie to bardziej przypomina jakiś formularz, czy ankietę. Jest lista pytań, są odpowiedzi, kopiuj, wklej i na bloga. Brakuje prawdziwej rozmowy, jaka powinna być w wywiadzie. Niektóre interesujące wątki powinny być rozwinięte, a pytania, na które odpowiedzi się powielają pominięte. Takie działanie zgodnie z jednym przygotowanym schematem prowadzi do tego, że wywiady są nudne i nijakie, a szkoda, bo niektóre historie naprawdę wydają się być ciekawe, tylko niedopracowane.

  • Ewa

    Ostatnio na blogu wieje nudą. Przez prawie dwa miesiące nie było właściwie żadnego wpisu związanego z Alzacją, a przecież nazwa bloga to Moja Alzacja. Zamiast tego cały czas wywiady z Polkami, które są schematyczne, pytania się nie zmieniają, a odpowiedzi w większości są podobne. Natomiast ostatni wpis o tym jak się dostać do Alzacji wydaje mi się być mocno spóźniony. Takie rady praktyczniej byłoby dawać przed wakacjami, kiedy zaczyna się sezon, a nie w październiku kiedy większość ludzi wraca do szarej rzeczywistości. Kiedyś to był jeden z moich ulubionych blogów o Francji, a teraz właściwie nie mam po co tu zaglądać. Może czas coś zmienić, odświeżyć bloga, albo zrobić sobie przerwę w blogowaniu.

    • Ewa, jeśli Cię nudzą te teksty, to po co je czytasz? ;) Wywiady mają te same pytania, ale każda rozmowa opowiada inną historię. To, że niektóre elementy się powtarzają, to normalne ;) Natomiast na szukanie biletu lotniczego do Alzacji teraz jest najlepszy moment właśnie! Za chwilę rozpoczną się tu jarmarki bożonarodzeniowe i naprawdę warto przyjechać, żeby je zobaczyć.