Francuska uprzejmość w 5 krokach

Uprzejmość to cecha, do której Francuzi przywiązują wyjątkowo wielką wagę. Nie chodzi wcale o uśmiech (ten w Paryżu może wywoływać nawet podejrzenia), ale o ilość zwrotów grzecznościowych, o formę. Uprzejmość nie oznacza ciepłych uczuć do drugiej osoby, nie jest synonimem budowania więzi. Uprzejmość natomiast to podstawa udanych relacji międzyludzkich, wymiany handlowej, załatwienia sprawy w urzędzie i u lekarza. Jeśli mieszkasz we Francji, możesz się z tymi regułami nie zgadzać, ale na pewno powinieneś o nich wiedzieć.

80 blogow aDzisiejszy tekst jest częścią projektu blogerów językowo-kulturowych pt. W 80 blogów dookoła świata, comiesięcznego cyklu artykułów napisanych przez blogerów interesujących się językami i kulturą różnych krajów. Temat przewodni tej edycji to 5 ciekawostek o kraju XYZ. Na końcu artykułu znajdziecie listę linków do pozostałych wpisów. Będziecie mogli poczytać o Chinach, Anglii, Szwecji, Norwegii.. lista krajów jest długa, a materiały bardzo interesujące! Częstujcie się!

francuska uprzejmość

Powitania i pożegnania
Sztuka witania się oraz pożegnań zajmuje we francuskiej etykiecie szczególne miejsce. Osobiście nie uważam, aby była intuicyjna, ani łatwa. Po pierwsze, ilość wymienianych całusów w policzki, zwyczaj zwany faire la bise, waha się między 1 a 3 i zależy od regionu. (W Alzacji obowiązują 2 cmoki i zaczynamy od lewego policzka!). Po drugie, należy przywitać się osobiście ze wszystkimi osobami, które zastaliśmy na spotkaniu, nawet jeśli oznacza to przeciskanie się między krzesłami. Po trzecie, na ogół należy zaanonsować swoje wyjście ze spotkania na długo przed faktycznym opuszczeniem zgromadzenia. Stwierdzenie „późno już, będziemy już iść” i natychmiastowe wprawienie słów w czyn może być odczytane jako nieuprzejmość. Po czwarte, wychodząc ze spotkania żegnamy się osobiście ze wszystkimi, a przynajmniej ze tymi, z którymi znamy się lepiej oraz z którymi udało nam się zamienić słowo. Wymknięcie się po angielsku odbierane jest jako nietakt.

EDIT: Za podpowiedziami w komentarzach uzupełniam, że liczba cmoków na powitanie waha się między 1 a 4 (!). Cztery buziaki dają sobie paryskie nastolatki oraz (niektórzy) mieszańcy Bretanii. Kto da więcej? 

La bise, jak cmokać?
Zwyczaj faire la bise zasługuje na chwilę uwagi. Warto zaznaczyć, że la bise, jest cmokiem w powietrze, kiedy stykają się jedynie policzki witających się osób. Do tego, bardzo często jest to bezgłośny gest. Z moich obserwacji wynika, że im mniej się osoby znają, tym cichszy cmok. Pewnie może zdarzyć się Wam spotkanie z bardzo otwartą osobowością i otrzymacie na przywitanie soczystego buziaka w policzek, ale to jedynie wyjątek potwierdzający regułę. Dodam jeszcze, że amerykański przytulaniec, tzw. hug, jest we Francji zupełnie niepraktykowany. Bliskość fizyczną rezerwuje się na romantyczne okazje i Wasze przyjacielskie otwarte ramiona mogą spotkać się z wielkim niezrozumieniem.

Nie mogę się jednak powstrzymać, aby nie wprowadzić trochę zamieszania w te przejrzyste reguły. Moja bliska koleżanka, Włoszka całe życie mieszkająca we Francji, nie przejmuje się francuskimi przyzwyczajeniami i często przytula swoich przyjaciół na przywitanie. Jak widać, wszystko zależy od człowieka.

Bonjour Madame
W sklepie, urzędzie, na dworcu, u lekarza każdą rozmowę zaczynamy od Dzień dobry Pani/Panu. Po Internecie krąży co jakiś czas zdjęcie cennika jednej z paryskich kawiarni. „Cappucino, s’il vous plait” kosztuje znacznie drożej niż „Bonjour Madame, un cappucino, s’il vous plait„.
Przyznam się, zdarza mi się o tym zapomnieć. Ostatnim razem, kiedy biegłam spóźniona na pociąg. Na szczęście mój TGV stał jeszcze przy peronie. Zdyszana pytam się dwóch konduktorów Excusez-moi, Messieurs, szukam wagonu numer 20. Jeden z panów niespiesznie podniósł głowę BONJOUR Madame. Poprawiłam się oczywiście, Bonjour Monsieur. Dopiero po tej poprawnej wymianie uprzejmości, nadszedł czas na odpowiedź Wagon 20 stoi na samym końcu pociągu. Spieszysz się czy nie, nie zapominaj o formach grzecznościowych.

Pamiętaj również, że jeśli widzisz daną osobą drugi raz w ciągu tego samego dnia i – z jakiś powodów – czujesz potrzebę przywitać się z nią ponownie, „Bonjour” będzie bardzo nieuprzejme. Francuz(ka) zrozumie, że zapomniałeś, że się już widzieliście. W takich sytuacjach mówimy „Re-bonjour”.

Klient nasz pan? Nie sądzę.
Uprzejmi, ale bardzo konkretni. Masz jakąś sprawę do załatwienia w urzędzie? Przygotuj się, aby ją streścić w dwóch przejrzystych zdaniach. Dzwonisz do placówki medycznej? Najlepiej, żebyś dobrze wiedział, co Ci dolega, aby skutecznie przekonać asystentkę medyczną, że spotkanie z lekarzem jest konieczne jutro lub pojutrze a nie za miesiąc. Idziesz naprawić sprzęt fotograficzny w punkcie usługowym? Lepiej dla Ciebie, żebyś rozumiał w lot wszystkie techniczne szczegóły, w przeciwnym przypadku znudzisz i zirytujesz specjalistę zza lady. W końcu to Ty chcesz rozwiązać swój problem, jemu wcale nie musi na tym zależeć. Nawet w kawiarni przy składaniu zamówienia możesz nie mieć czasu na zawahanie, szczególnie jeśli ma to miejsce w Paryżu, a za Tobą kłębi się kolejka. Francuzi potrzebują konkretu, zdecydowanego klienta, który wie, czego chce i nie da się łatwo spławić.

Mój mąż, Francuz, co jakiś czas przypomina mi: bądź pewna siebie, mów głośno i wyraźnie, nie plącz się w zeznaniach. Proste, prawda? W pierwszych miesiącach mieszkania we Francji czasami miałam trudności z wytłumaczeniem, czego potrzebuję (co kosztowało mnie czasem sporo nerwów). Opracowałam własny, bardzo skuteczny sposób sposób działania. Sprawdza się szczególnie przy skomplikowanych sprawach, kiedy na samą myśl o wykonaniu telefonu dostaję gęsiej skórki. Metoda nazywa się „dobrze przygotuj się do rozmowy”. Żadne czary-mary. Wystarczy na kartce napisać sobie zwroty, wyrażenia, terminy techniczne, pytania, które mogą się przydać w czasie rozmowy. Pomaga.

Jak dyktować numer telefonu?
W bardzo wielu sytuacjach życiowo – administracyjnych zostaniemy poproszeni o podyktowanie numeru telefonu. Banalna sprawa! Jakie było moje zdziwienie, gdy nikt nie mógł się we Francji połapać, gdy dyktowałam liczby trójkami.. 501 – XXX – XXX. Umiecie na szybko przetransponować numer swojego telefonu komórkowego na dwucyfrowe zbitki? Będzie to Wam potrzebne.
Sprawdźcie też, czy nie macie problemów z literowaniem po francusku swojego imienia i nazwiska. To druga informacja, którą podaje się czasem nawet kilka razy dziennie.
A na koniec każdej rozmowy życzcie swojemu rozmówcy miłego dnia (popołudnia, wieczoru, weekendu) i drogę uprzejmości we francuskim wykonaniu macie opanowaną!


Podobał Ci się artykuł? Pozostańmy w kontakcie!
Polub fanpage na FB lub profil na Bloglovin.


Pozostałe artykuły cyklu W 80 blogów dookoła świata:

Chiny:
Biały Mały Tajfun: 5 yunnańskich ciekawostek.
Francja:
Francuskie i inne notatki Niki : Pięć ciekawostek o Francji
Madou en France: Pięć rzeczy, które zaskoczyły mnie we Francji
Français-mon-amour: Pięć ciekawostek o Lotaryngii
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim : 5 rzeczy, których nie wiesz o Bretanii
Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym: Tata to mama, czyli pięć ciekawostek o języku gruzińskim
Holandia:
Język holenderski – pół żartem, pół serio: 9 holenderskich ciekawostek
Kirgistan:
O języku kirgiskim po polsku: 5 ciekawostek o Kirgistanie i Kirgizach
Niemcy:
Niemiecki po ludzku: 5 ciekawostek o Niemczech
Językowy Precel: 5 niemieckich ciekawostek językowych
Willkommen in Polschland: 5 niemieckich ciekawostek
Norwegia:
Pat i Norway: Norwegia jest naj
Rosja:
Rosyjskie śniadanie: 5 ciekawostek z Rosji
Szwecja:
Szwecjoblog: 5 ciekawostek ze Szwecji
Tanzania:
Suahili online: 5 ciekawostek o Tanzanii
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: Wiedzieliście, że… czyli pięć ciekawostek o Turcji
Wielka Brytania:
Learn English Śpiewająco: 5 ciekawostek o Wielkiej Brytanii
English with Ann: Do you know…? czyli kilka ciekawostek o Wielkiej Brytanii
Head Full of Ideas – Czy wiedzieliście, że…? Czyli 5 ciekawostek o Wielkiej Brytanii
English my way: 5 ciekawostek o angielskim
Włochy:
CiekawAOSTA: 5 najwyższych ciekawostek z Doliny Aosty
Studia, parla, ama: 5 ciekawostek o językach we Włoszech

By | 2017-05-12T16:01:09+00:00 Maj 25th, 2015|francuska codzienność|44 komentarze
  • Cóż za podejście do klienta! Na całym świecie jest zupełnie na odwrót! Klient nasz Pan! :D
    Ciekawy wpis! Tego typu lubię najbardziej.

    • Do teraz bywa, że trudno mi zaakceptować takie traktowanie. Ale jak to mówię – kiedy wchodzisz między wrony … ;) ps. Postaram się więcej pisać na takie kulturowe tematy w takim razie :)

      • Czekam!! Posty o kulturze są najciekawsze! No i… o jedzeniu :) Ech ten disqus. Wciąż nie jestem przyzwyczajona do korzystania z niego, dlatego też z takim opóźnieniem odpisuję na komentarze :P

        • Tak, tak, nie zapomniałam :) Muszę ustawić ten temat w grafiku – w październiku pojawi się wpis typowo kulturowy. Obiecuję ;)

          • W takim razie, nie pozostaje mi nic innego jak wyczekiwanie :)

  • Alicja

    Super wpis! Nie zdawałam sobie sprawy, że Francuzi są aż tak wyczuleni na punkcie uprzejmości. Zastanawiam się, ile razy podczas mojego kilkutygodniowego pobytu we Francji, byłam postrzegana jako nieuprzejma. Nie spotkałam się ani razu z żadną widoczną niechęcią ze strony Francuzów, ale może po prostu przymykali oko na cudzoziemkę :P Mam pytania odnośnie zostawiania jedzenia na talerzu- jak bardzo to jest źle postrzegane przez Francuzów? I kiedy można zwracać się do kogoś na ”ty”? Należy zapytać, czy można się tak do kogoś zwracać czy to przychodzi jakoś w miarę naturalnie? Jestem trochę skołowana. Z góry dzięki! :)

    • Dzięki Alicja :) Wydaje mi się, że Francuzi bywają bardziej tolerancyjnie wobec turystów, niż obcokrajowców, którzy mieszkają we Francji na stałe, więc się za bardzo nie przejmuj ;)
      Zostawianie jedzenia na talerzu? – Nie słyszałam o oficjalnej regule, ale zauważyłam, że raczej wszyscy starają się zjadać wszystko, co nałożyli na talerz. Prawdopodobnie w gościach lepiej jeszcze bardziej na to uważać, żeby nie obrazić gospodarza/gospodyni.
      Kiedy zwracać się na ‚ty’? To szeroki temat. W największym skrócie – jeśli ktoś zwróci się do Ciebie na ‚ty’ jako pierwszy, lub poprosi Cię o przejście na ty „tutoyer”. Spokojnie możesz zwracać się na ‚ty’ do kogoś młodszego od siebie, ale lepiej uważać jeśli są to kontakty zawodowe lub oficjalne. Swoją drogą to dobry pomysł na kolejny artykuł na bloga :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Świetny wpis! Przeczytałam z ciekawością, cały czas porównując do Włoch, z których właśnie wróciłam. U nich etykieta nie wydaje się być taka sztywna (Włosi i sztywne reguły – to dwa bieguny :D ) ale u nich ujmuje mnie uśmiech i uprzejmość, szczególnie w barze, od samego rana. Nie ważne, czy wchodząca do baru osoba zna się z tymi, którzy tam przebywają, Buon giorno! jest głośne, wyraźne, z uśmiechem. Na pożegnanie wszyscy życzą sobie udanego dnia/ popołudnia/ wieczoru. Dziękuję i przepraszam, moim zdaniem, również używa się dużo częściej niż w Polsce. Bardzo to lubię!

    • Dzięki :) Włosi są dużo bardziej wyluzowani, to prawda. Bardzo lubię tą uśmiechniętą, otwartą i przyjazną włoskość :)

  • aleksandrasowinska

    Uwielbiam Francuzów :D Szczególnie powaliła mnie na łopatki scena z dworca :D

  • Magdalena Surowiec

    Jak dzwonię do niemieckich urzędów, to też zawsze mam wszystko przygotowane. Tutaj też jest to wskazane, bo inaczej będą wzdychać :)

    • Francuzi też wzdychają! Ależ oni potrafią WZDYCHAĆ! Czasami doprowadza mnie to do szewskiej pasji ;)

      • Magdalena Surowiec

        Znam to uczucie :)

  • Takie dwucyfrowe dyktować numeru mam tu w Norwegii – koszmar to był, żeby się przyzwyczaić :) a z tym cmokaniem na powitanie to chyba bym sobie nie umiała poradzić, nie jestem aż tak przywiązana do ludzi – nawet Wigilia w Polsce, czy inne imieniny były zawsze koszmarem – stada wujkow, babć, cioc i dziadków – brRr!

    • Mam to samo – w obu sprawach. Do tego specjalnie wybrałam sobie numer (nowy, francuski), żeby mi było łatwiej go zapamiętać w 3-cyfrowych (!!) zbitkach.. a tu .. klops ;) Do teraz mam karteczkę, z której czasem korzystam, jak się zamotam przy dyktowaniu dwucyfrowo :P
      A obcałowywanie się ze wszystkimi wcale mnie nie bawi.. pewnie w towarzystwie jestem traktowana trochę jak niewychowana i gbur, bo czasem zupełnie olewam zasady i witam się tylko z „moimi”, a nie z całą gawiedzią ;)

  • Ta francuska uprzejmość sprawia na mnie wrażenie przewagi formy nad treścią. Nie mój styl.

    • Fakt, bardzo dużo formy, bardzo dużo! Ale jak mówią, jak się wchodzi między wrony… ;)

      • Miałam na myśli, że taka uprzejmość bez życzliwości to psu na budę ;)

  • Agnès Więckowska

    Po prawie 2 latach pracy w restauracji, mogę szczerze powiedzieć, że we Francji działa zasada „Kelner Twój pan”. Mimo że pracowałam z młodymi ludźmi, a restauracja nie miała gwiazdki Michelin, to zasady były jasne: albo klient czeka aż się go usadzi, albo kelner nie będzie zbyt miły. Można tu nawet zacytować Kabaret Tey: „Stój kliencie lub ewentualnie poproś”. Ten restauracyjny savoir-vivre na początku bardzo mnie fascynował, a potem wszedł mi w krew tak bardzo, że kiedy opowiadam znajomym z Polski jak wyglądała moja pierwsza praca w Paryżu, to zawsze spotykam się z opiniami, że francuscy kelnerzy są niemili, wyniośli itd. W skórcie: niewychowane buce.

    Co do buziaków na powitanie, to podobno w Etiopii daje się ich 7. ;)

    • Etiopia rządzi! Bardzo ważne uwagi, Agnes – czekanie na kelnera po wejściu do restauracji było dla mnie dużym zaskoczeniem. Po dwóch latach we Francji raczej mnie dziwi, jak w lokalu samemu można wybrać sobie miejsce ;)

  • Anna Janota

    Niezwykle ciekawe! Nie wiedziałam, że Francuzi są tak wyczuleni na punkcie uprzejmości. Co do tańszej kawy, widziałam już to gdzieś w polskiej kawiarni.

  • Ciekawy wpis! 4 buziaki potrafią zająć dużo czasu w Bretanii w niewielkim nawet gronie ;)

    • Ula, wyobraź sobie taką sytuację – przychodzę na pierwszą próbę chóru. Ponad 30 osób na sali, żadnej nie znam i .. weź się witaj ;) Nawet w wersji 2cmoki na osobę to hardcore, szczególnie jak się jest introwertykiem, jak ja.. ;)

  • Natalia B

    Dobrze wiedzieć, że trzeba zaczynać od powitania. Ja też to przyuważyłam, kiedy byłam we Francji i faktycznie – zupełnie inaczej wyglądała rozmowa :)

  • Iza wpis nie tylko ciekawy, ale i przydatny, do Francji jeżdżę dosyć często, więc taka ściąga jest jak znalazł. Re – bonjour bije wszystko :).

    • Merci! Re-bonjour to nie jest znowu zwrot, który się wszędzie pojawia. Ja sama użyłam go może ze 2 albo 3 razy w ciągu ostatnich 2 lat. Ale raz nie użyłam i (tzn. zastosowałam ponowne „Bonjour”) i spotkałam się z naprawdę dziwnym spojrzeniem ;)

  • Dobrze wiedzieć, bo planuję zawitać do Francji w te wakacje, a wyglądanie na osobę nieuprzejmą to chyba ostatnia rzecz, jakiej chce przyjaźnie nastawiony turysta :)

    • Masz bardzo dobre podejście, Anita! Francuzi potrafią być rzeczywiście bardzo mili, gdy gra się według ich reguł :)

  • O, to ja najwyraźniej od lat praktykuję podawanie swojego numeru na francuską modłę! Bardzo ciekawe ujęcie tematu. I

    „re-bonjour” bardzo mi się spodobało ;)

  • Reguła „klient niekoniecznie nasz pan” bardzo mi się podoba :) coś zupełnie innego, niż nasze standardy obsługi, gdzie „klient ma zawsze rację”. Poza tym ze swoim „dzień dobry, dziękuję i do widzenia”, które stosuję zawsze i wszędzie, nadawałabym się do Francji :)

    • Rozumiem, że myślisz o równowadze sił, między klientem a dostawcą usługi ;) Mam niestety duże wrażenie, że we FR usługodawca czuje się na ogół jak Pan – i to zdecydowanie z wielkiej litery ;)

      • Tak, chodzi mi o to, żeby z jednej strony nie włazić komuś wiadomo gdzie, kiedy nie ma racji, a z drugiej strony nie wynosić się ponad to, co faktycznie się sobą reprezentuje. Praca jak równy z równym, partnerstwo i szacunek dla drugiej strony – czyli równowaga i kompromis :)

    • A mi wręcz przeciwnie. Nie oczekuję od sprzedawcy, że będzie nade mną skakał, ale powinien mnie szybko i sprawnie obsłużyć, być miły, bo to w końcu dzięki mnie (klientowi) zarabia na życie. Podsumowując, uniżoność na nie, opryskliwość też. Miła i fachowa obsługa, to jest to.

  • disqus_nika

    Wszystko swieta prawda poza jednym szczegolem:) W Paryzu często na powitanie cmoka sie 4 razy.
    Szczegolnie nastolatki:) Zobaczcie pod kinem dwie dziewczyny i dwoch chlopakow to niby mala grupka, a powitanie z poczwornymi cmoknieciami trwa i trwa :)))

    • Racja, Nika. Ale reguła to chyba 2 cmoki, co? Nastolatki, to nastolatki ;) W zasadzie korciło mnie, żeby napisać, że liczba waha się między 1 a 5 – ale już nie pamiętam, gdzie o tych pięciu słyszałam, więc zostałam przy „bezpieczniejszej” wersji :)

      • disqus_nika

        W swiecie „pracy” dwa cmoki wystarczaja. Im blizsze relacje, tym wiecej cmokow :) Ale z piecioma chyba sie nie spotkalam, to musi byc juz jakas wyjatkowa sytuacja :)))

        • W Bretanii, starzy wyjadacze też całują się 4 razy :D

          • OK. Przekonałyście mnie dziewczyny. Dodaję EDIT do wpisu ;)

          • Jacieeeee a ja myślałam, że dwa buziaki w Hiszpanii to już szczyt wszystkiego i że trwa i trwa… :P

          • haha.. Zabawa na całego gdy spotykasz (np. na jakiejś konferencji) Francuza/zkę i witając się nie wiesz, od którego policzka całowanie zacząć i kiedy je skończyć.. ;) Wychodzi z tego mało zgrabny – ale czasem szalenie zabawny – „taniec” ;)