Są książki, na które trafia się przypadkiem, a okazują się bardzo istotne na ten konkretny moment życia. Czasem z powodów całkiem błahych. Z perspektywy kilku lat okazuje się też, że one ciągle w tle świadomości pracują, że są obecne, że nadal towarzyszą. Nawet jeśli z powodów całkiem błahych.

Moje życie we Francji

Jej życie we Francji

“… ważne, żeby się nie spieszyć, nie naciskać za mocno i nie zakładać z góry, że wszyscy muszą okazać dobra wolę”

„Mów bardzo głośno i szybko i przedstawiaj swoje stanowisko z pełnym przekonaniem, jak robią to Francuzi, a będziesz miał prawdziwą frajdę!”

Nie ma co się wymądrzać, wszyscy wiedzą, kim była Julia Child. Światowej sławy kucharka, autorka kucharskich książek oraz pionierka kulinarnych programów telewizyjnych. Amerykanka, która francuską kuchnię opanowała i rozpropagowała za oceanem oraz tak szeroko, jak sięgały jej publikacje oraz sygnał telewizyjny WGBH (teraz znany jako PBS).

Kilka lat temu przeczytałam „Moje życie we Francji”, jej autobiograficzną opowieść napisaną we współpracy z Alexem Prud’homme. Pamiętam dobrze ten moment. To była prawdziwa terapia relaksacyjna. Książka stała się dla mnie tak miłym wspomnieniem, że wzięłam ją przy przeprowadzce do Francji, jaką jedną z nielicznych pośród tych, które już przeczytałam.
Do pani Child powróciłam całkiem niedawno kierowana impulsem, który pojawił się razem z pragnieniem ugotowania prawdziwego boeuf bourgignon. Zapoznałam się więc z odpowiednim archiwalnym nagraniem dostarczonym przez YouTube. Już po jednym filmie postanowiłam spędzić z Julią trochę więcej czasu (mąż będzie zadowolony ;), jak również odkurzyć książkę.

Wracając myślami do lektury, kilka rzeczy zapamiętałam szczególnie.

Moje życie we Francji
O miłości

„Byłam dużą, mierzącą metr osiemdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, trzydziestosześcioletnią, wygadaną i niezbyt poważną Amerykanką. Z okienka mojej kajuty Francja wyglądała jak ogromny znak zapytania.”

Child jest fantastycznie autentyczna i zdystansowana, gdy pisze o sobie. Wyszła za mąż dość późno, za to bardzo szczęśliwie. Paul przez całe życie bardzo ją wspierał we wszystkim, co robiła. To wzmocniło (wtedy) moją nadzieję, że na miłość i na Francję warto – a jak trzeba, to trzeba – czekać. (I wcale się nie pomyliłam, haha!)


O kuchni

Julia Child przekonała mnie, że w Marsylii trzeba spróbować zupy rybnej, bouillabaisse.
Tak się złożyło, że kilka miesięcy później odwiedzałam to miasto. Pierwszą rzeczą, o którą spytałam po dotarciu do hostelu, był adres dobrego lokalu, gdzie podają Danie. Nie byłam jeszcze zaznajomiona z żelaznymi godzinami posiłków, jakim hołdują Francuzi. Przyszłam do restauracji, beztrosko, przed godziną lunchu i jako jedyny klient przez 40 minut byłam obsługiwana przez 3 kelnerów. Bouillabaisse – genialna!

Moje życie we Francji

O sukcesie
Sława, honory, publikacje, order Legii Honorowej. Bardzo pięknie, ale ciekawe są same początki historii. Narodziny pomysłu? Pierwszy krok w męskiej szkole dla najlepszych kucharzy?

„ We wtorek 4 października 1949 roku o godzinie dziewiątej rano stawiłam się w École du Cordon Bleu. Miałam katar i lekkiego pietra.”
„… nikt nie rodzi się świetnym kucharzem, ale uczy się przez działanie.”

Wszystko wydarzyło się bardzo zwyczajnie, bez fanfar, trochę na czuja. Może nawet przypadkiem. Po przeprowadzce do Francji jako żona dyplomaty siedziała przez kilka miesięcy w domu zastanawiając się, czym by się zająć. Na kurs gotowania poszła z ciekawości, ale wiedząc już, że francuska kuchnia ją ciągnie. Na początku wcale nie było łatwo, nie zapowiadała się wcale światowa kariera. Ale chyba w niej coś ‘zażarło’, uparła się, miała dużo frajdy, więc w zasadzie było jej lekko nawet mimo trudności. I potoczyło się. Bardzo obficie się potoczyło.
Ten element historii uspokaja mnie w chwili obecnej. Czasem trzeba trochę poszukać swojego miejsca. Potem trzeba być jeszcze upartym.


Na zakończenie

Julia Child robi mus czekoladowy. Zachwycam się i podaję dalej.

Bon appétit!