Uśmiech to mój sposób na przełamanie lodów

Ciekawi Cię, jak we Francji wyglądają sprawy życia codziennego, takie jak szukanie pracy czy integrowanie się z francuskim społeczeństwem? Zastanawiasz się, czy emigrantki tęsknią za Polską i za czym najbardziej? Sam przymierzasz się do gruntownych zmian w swoim życiu i osiedleniu się w kraju wina i serów? Bohaterki blogowej serii Francuskie historie Polek mają Ci dużo do opowiedzenia w tym temacie. W sobotnich wywiadach dzielą się swoim doświadczeniem, przemyśleniami i radami. Do tej pory na blogu pojawiło się już siedem odcinków (wszystkie znajdziesz klikając TUTAJ), a to jeszcze nie koniec. Aż do końca grudnia będziesz mógł poznawać losy kolejnych Polek mieszkających we Francji.

Wstęp do tego wpisu już miałam napisany od kilku tygodni. Było o Paryżu, mekkce zakochanych i jednym najchętniej odwiedzanych miejsc na mapie świata. Właśnie tam mieszka Joanna, bohaterka dzisiejszego wywiadu. Jednak po wydarzeniach z piątku 13.11.2015 Paryż wydaje się być zupełnie innym miastem. Miastem zwiniętym w bólu, przerażonym, ale jednocześnie podnoszącym czoło w geście walki o swoje ideały. Poprosiłam Joannę o dodatkowy komentarz do ostatnich wydarzeń. To relacja ze środka dramatu, z pierwszej ręki, która pokaże Wam żywe emocje i dylematy mieszkańców zranionego miasta. Przejdziemy następnie do głównej rozmowy i poznacie odważną, uśmiechniętą kobietę, w której widać duży optymizm i wewnętrzną siłę. Myślę, że Paryżowi właśnie takich ludzi trzeba w tej chwili.

Gorąco zapraszam do lektury!

Wywiad z Joanną mieszkającą pod Paryżem

Rozmowa dodatkowa – Paryż po atakach terrorystycznych

Joanna, opowiedz o ostatnich tragicznych wydarzeniach w Paryżu. Gdzie wtedy byłaś, kiedy się o nich dowiedziałaś, jak reagowali ludzie dookoła Ciebie?
W piątek leżałam już w łóżku, kiedy dostałam informację na telefon o wybuchach koło Stade de France. Zdziwiło mnie to, bo z salonu dochodziły odgłosy rozgrywającego się meczu. Kiedy jednak zmieniliśmy kanał, naszym oczom ukazał się obraz masakry, jaką urządzili terroryści. Spędziliśmy na kanapie przed telewizorem pół nocy, jednocześnie oglądając i kontaktując się z wszystkimi znajomymi, którzy mogli być w tym czasie w mieście. Na szczęście nikt z naszych przyjaciół nie był blisko zagrożenia. Sobota była dniem pełnym emocji i ciągłego odpowiadania na wiadomości, które spływały do mnie zewsząd. Nasi znajomi i rodzina bardzo się martwi. W pracy czuć było ogólne przygnębienie…

Jak wygląda życie w Paryżu w tej chwili? Czy Twój tryb życia się zmienił? Jeździsz do miasta czy trzymasz się z dala? Czy Twoje dzieci chodzą do szkoły bez problemu?
Mieszkam z rodziną w Fontenay sous Bois, czyli na południowym przedmieściu. Nawet tutaj wyczuwa się napięcie, jakie od piątku ogarnęło ludzi. Staramy się żyć normalnie, chodzić do pracy, czy na zakupy, ale obecność wojska i policji, czy ciągle przemieszczające się na sygnale samochody służb porządkowych nie pomagają w zachowaniu spokoju. W wielu  miejscach, takich jak na przykład szkoły  wprowadzono szczególne środki ostrożności. Dzieci, nawet maluszki, zostawia się przed budynkiem pod opieką animatorów i to oni odprowadzają je do klasy. Nikt z poza personelu nie ma prawa znajdować się wewnątrz budynku. Osobiście nie wybieram się w obecnej chwili do miasta. Mój mąż, który jest żołnierzem jest temu wyraźnie przeciwny a ja sama nie mam ochoty chwilowo na takie przygody.

Czy Paryż się zmieni po tych atakach? Co z turystami, którzy tu przyjeżdżają, co z wizją picia kawy w romantycznej kafejce albo beztroskim jedzeniem bagietki na trawniku pod wieżą Eiffle’a? Myślisz, że miasto się podniesie, że będzie jak dawniej?
Z tego, co mi wiadomo, po piątkowych zamachach spora liczbą turystów odwołała lub przełożyła swój pobyt w mieście a ci, którzy już tu byli, postanowili go skrócić. Myślę, że Paryż podniesie się i otrząśnie, ale potrzeba mu będzie dużo więcej czasu niż po poprzednich atakach terrorystycznych.  Jak na razie panuje tu ogromny chaos i mimo zapewnień, że będziemy żyć jak dawniej, wszystko wraca do normy naprawdę bardzo, bardzo powoli…

Paryż 13.11.2015

Rozmowa główna – Francuskie Historie Polek

Francja wybrała Ciebie, czy Ty Francję? Jak się zaczęła Twoja historia emigracji?
Francję wybrał mój mąż a ja jego ;) Na początku mieliśmy mieszkać tu razem tylko rok a potem wrócić do Polski, ale jak to w życiu, plany uległy zmianie. Wtedy już całkiem świadomie wybrałam nie tylko życie z Ukochanym, ale też życie we Francji.

Jak wspominasz początki? To był przyjemny okres?
Początki były dość trudne, bo w ogóle nie znałam języka. Trafiłam późną jesienią na Korsykę, gdzie o tej porze roku nic się nie dzieje, mój mąż często wyjeżdżał… Byłam jednak chyba całkiem zmotywowana, zwłaszcza kiedy zaszłam w ciążę i dość szybko zaczęłam pokonywać bariery nie tylko językowe, ale też także kulturowe. Nie wspominam jednak tego okresu jako utrapienia. To były fajne chwile.

A teraz? Może są jakieś „pułapki emigracji”, które odkrywa się z czasem?
Niewiele osób mi wierzy, kiedy to mówię, ale ja naprawdę zintegrowałam się z tym krajem i jego kulturą i bardzo mi tutaj dobrze. Owszem, czasami bycie obcokrajowcem komplikuje pewne sprawy, ale my Polacy jesteśmy przecież w Unii Europejskiej, więc w zasadzie mamy prawie takie same prawa jak rodowici mieszkańcy Francji. Nie potrafię znaleźć żadnej pułapki a ewentualnie drobne przeszkody, które łatwo pokonać ;) 

Jak przebiegała u Ciebie integracja z Francuzami? Czujesz się między nimi jak u siebie, czy nadal jesteś bardziej „tą, która przyjechała”?
Na początku miałam dość sporadyczny kontakt z Francuzami. Kiedy jednak podjęłam pierwszą pracę tutaj, poczułam się całkiem mile przyjęta do grona. A zauważ, że byłam na Korsyce i niejednemu Francuzowi takie odczucia są tam obce. Zawsze będę „tą, która przyjechała” i nigdy się tego nie wstydzę. Przerabiam to raczej na całe mnóstwo pozytywów i całkiem niezła ze mnie promotorka Polski. Moja obecna szefowa już ją kocha, chociaż nigdy w naszej Ojczyźnie jeszcze nie była. Nigdy nie czułam się odizolowana z powodu mojego pochodzenia, ale wynika to być może z faktu, że jestem otwartą osobą i łatwo zawieram nowe znajomości, nie tylko z Francuzami.

Francuzów określiłabyś jako zamkniętych czy otwartych na kontakt z imigrantami? Czy masz jakieś sposoby, aby przełamać pierwsze lody w nowym, francuskim środowisku?
Francuzi są przede wszystkim bardzo wyrozumiali. Nie wiem, czy miałabym tyle cierpliwości, co sprzedawcy, panie w banku i na przykład pielęgniarki, którym ktoś coś próbuje wydukać po francusku i całkiem słabo mu to idzie. Przeciętny Francuz natomiast będzie tak długo słuchał aż zrozumie i dodatkowo jeszcze pochwali wysiłek włożony w próbę dogadania się. Ich stosunek nie jest też chyba taki sam do imigrantów z różnych krajów, ale nie będę tu już wchodzić w polityczne i kulturowe szczegóły. Uśmiech to mój sposób na przełamanie lodów. Wiem, to banalne, ale odrobina uśmiechu wystarczy i wszystkie lody pękają ;)

sposób na przełamanie lodówzdjęcie z archiwum Joanny

Co w mieszkaniu we Francji podoba Ci się najbardziej, a co uważasz za zło konieczne?
Cały czas nie mogę się przyzwyczaić do długich dni pracy i sjesty. Przez te wszystkie ceregiele z południowy jedzeniem czas spędzony poza domem strasznie się wydłuża a kiedy się ma dzieci, to niekoniecznie jest fajne. Cały czas przyzwyczajam się do francuskiego trybu życia, ale na pewno nigdy nie dam się złapać w pułapkę paryskiego „metro-boulot-dodo”.
Co mi się podoba? Chyba najbardziej to, że tutaj nikt mnie nie ocenia na każdym kroku. Doceniłam to zwłaszcza wtedy, kiedy zostałam młodą mamą. Nikt mi nie sugerował, jak karmić dziecko, nie obwiniał, kiedy nie udało mi się karmić piersią i nie wtrącał w wychowywanie córki.

Jak wyglądało ułożenie sobie życia zawodowego? Znalezienie pracy we Francji jest trudną rzeczą?
Praca we Francji oczywiście nie leży na ulicy, ale zawsze, kiedy decydowałam się pójść do pracy, po prostu zaczynałam pracować. Nie mam w tej kwestii wielkiego doświadczenia, bo moje życie jest trochę podporządkowane (i oczywiście wychodząc za mąż wiedziałam, że tak będzie) karierze wojskowej męża. Wydaje mi się jednak, że wszystko zależy od tego, jakie mamy wykształcenie i oczekiwania w stosunku do pracy. Jeśli chcemy po prostu „jakoś zarabiać”, to oczywiście, że pracę znajdziemy, zwłaszcza w rejonie paryskim. Ja nie szukałam nawet miesiąca(!), jeśli natomiast chcemy podążać za naszym wykształceniem, mamy określone oczekiwania finansowe i lokalizacyjne, może być trudniej…

Bazując na Twoim doświadczeniu, jakie wskazówki mogłabyś dać osobie, która zaczyna szukać tu pracy?
Przede wszystkim trzeba się liczyć z tym, że nie od razu znajdziemy pracę marzeń. Warto jednak zejść na początku o poziom niżej od naszych oczekiwań, chociażby po to, żeby nawiązać kontakt z innymi ludźmi i przekonać się, co to znaczy pracować we Francji.

Cenne rady! Asia, oprócz tego, że jesteś optymistką, która nie boi się nowych wyzwań, piszesz również bloga. Opowiedz, jak narodził się pomysł na „Polsko-francuski punkt widzenia” i o czym piszesz?
Polsko-francuski punkt widzenia, to patrzenie na rzeczywistość przez pryzmat tego, skąd się wywodzę i tego, gdzie obecnie mieszkam. Polska i Francja mają ze sobą wiele wspólnego, ale jednak dość sporo je dzieli. Chciałabym przybliżyć trochę innym, to jak tu żyjemy i jak sobie dajemy radę. Na początku miał być to blog parentingowy, ale ileż można pisać o dzieciach?? 

Twój blog ma w zasadzie dwie nazwy: „Polsko-francuski punkt widzenia” oraz „Grugrubleble”. Pewnie ta druga ma związek z parentingowymi początkami?
Tak, rzeczywiście. Zakładając pierwszego bloga byłam świeżo upieczoną mamą i chciałam pisać o dzieciach. Nazwa powstała z zestawienia przydomków moich dwóch córeczek, które nazywałam w tamtym czasie Gruu i Blee. Młodsza bez przerwy gruchała, a druga przechodziła kolejny z licznych dziecięcych buntów i była ciągle i w nieskończoność na NIE. Do tego, naleciałości z języka francuskiego sprawiły, że przez pewien czas Victoria, czyli Blee wołała na mnie MamĄ z silnym francuskim akcentem  i właśnie taki przydomek sobie nadałam.
Natomiast po roku, emocje i poporodowe huśtawki hormonalne minęły, rozpoczęłam nową ciekawą przygodę zawodową i poczułam, że nie potrafię zamykać się w ramach jednej kategorii. Pozostawiam sobie jednak przywilej używania pierwszej nazwy, bo budzi ona we mnie wiele ciepłych wspomnień i sprawia, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech. I przecież nadal jestem MamĄ ;)

Obie jesteśmy członkiniami Klubu Polki na Obczyźnie. Co według Ciebie sprawia, że tak dużo emigrantek zaczyna pisać blogi?
Głównie jest to chyba chęć podzielenia się tym, co przeżywamy i co poznajemy na Obczyźnie. Czasem po prostu chcemy się wyżalić a kto zrozumie lepiej emigrantkę niż druga emigrantka?

sposób na przełamanie lodówzdjęcie z archiwum Joanny

Jak radzić sobie z tęsknotą za Polską? Tobie zdarza się tęsknić?
Tęsknię głównie za rodziną a do Polski chętnie wracam. Staram się być na bieżąco z wiadomościami i plotkami z kraju, oglądam czasem polską telewizję, od czasu do czasu gotuję w domu po polsku i to pomaga. Nie czuję się przywiązana do Polski jako do ziemi, jeśli już to bardziej do jej tradycji a te kultywujemy w domu, w naszym małym gronie.

Gdybyś mogła cofnąć czas, czy jeszcze raz wybrałabyś Francję? Może jest coś, co zrobiłabyś inaczej?
Myślę, że wybrałabym ją ponownie. I chyba nic bym nie zmieniła, bo całkiem mi nieźle, tak jak jest teraz.

Czy do emigracji we Francji można się przygotować? Co poradziłabyś osobie, która zastanawia się nad wyjazdem na stałe do tego kraju?
Najważniejszą rzeczą, podstawą w zasadzie do funkcjonowania w tym kraju, jest znajomość języka. Jednocześnie znam takich, którzy przez lata jakoś sobie bez niego radzą. Francuzi niechętnie używają innych języków do komunikacji, więc twój zaawansowany stopień angielskiego może na niewiele się zdać. Co jeszcze? Francja to nie raj na ziemi, tutaj choć wiele można od systemu wyżebrać, to jednak nic nie leży na ulicy ani nie jest podane na tacy. Tylko swoim pozytywnym nastawieniem, motywacją i pracą można coś osiągnąć. Wydaje mi się, że nie każdy do końca zdaje sobie z tego sprawę, a na tej płaszczyźnie można bardzo się rozczarować. Poza tym polecam zastanowić się przed wyjazdem, jak radzimy sobie w otoczeniu wielokulturowym. Francja jest ogromną mieszanką ludzi różnych ras i kultur, jeśli ktoś ma z tym problem, nie jest to kraj dla niego.

Na koniec podziel się proszę Twoimi ulubionymi miejscami we Francji, które poleciłabyś innym.
Pomimo tego, że za dwa miesiące minie dziewięć lat od kiedy tu mieszkam, mam jeszcze bardzo wiele do zobaczenia i zwiedzenia. Zdecydowanie mogę Wam jednak polecić wyprawę na Korsykę, która całkowicie zasługuje na swoją nazwę Wyspy Piękna L’Ile de Beaute. Zdecydowanie odradzam Wam jednak wybranie się tam w szczycie sezonu, czyli w letnie wakacje. En Corse lato zaczyna się już w maju, w czerwcu woda w morzu pozwala już na kąpanie a jedncześnie nie ma całych tabunów turystów.

Joanna, bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Bloga Grugrubleble pisanego przez Joannę znajdziecie pod TYM LINKIEM.

Jeśli chcecie poznać więcej historii Polek mieszkających we Francji, zapraszam do lektury pozostałych wywiadów z blogowej serii.

***

Les amis, a jak Wy przełamujecie lody z nowym towarzystwie? Macie na to swoje sposoby?

W komentarzu możecie również zadać Joannie dodatkowe pytanie, jeśli chcecie dowiedzieć się jeszcze więcej o Paryżu lub emigranckim życiu.


Czujesz niedosyt?
Polub fanpage FB Love for France, zyskasz dostęp do wielu dodatkowych treści związanych z Francją.
Zasubskrybuj Love for France na Bloglovin’, a nie umknie Ci żaden nowy artykuł!
Jeśli uczysz się francuskiego, dołącz też do mojej klasy językowej na Quizlet.


By | 2017-05-12T16:00:46+00:00 Listopad 21st, 2015|emigracja, francuska codzienność|8 komentarzy
  • Kolejny świetny wywiad w tej serii :) Bloga Asi znam i z przyjemnością dowiedziałam się o niej czegoś więcej :)

  • Mel Gosia Ba

    Asia, usmiechnieta optymistka. Tak trzymaj Kobieto!

  • A ja chętnie poznam nowego bloga o życiu we Francji, wcześniej na niego nie trafiłam! Bardzo się cieszę! Już polubiłam na Fb :)

  • Bardzo ciekawy wywiad!

  • Niezawsze poprawne zapiski Dee

    Super się czyta wywiady z takimi osobami, pełnymi uśmiechu i zdrowego podejścia do życia. I dziękuje za podpowiedzi o Korsyce, na pewno pojadę

  • NotatkiNiki

    Super! Jakbym cię słyszała na żywo :)