La vie est belle

Wiecie skąd wziął się pomysł na cykl wywiadów pt. Francuskie Historie Polek? Mieszkając od 2,5 roku na emigracji zdałam sobie sprawę, że wyobrażenie o życiu w kraju nad Sekwaną potrafi znacząco różnić się od rzeczywistości. Każdy aspekt codzienności, czy chodzi o relacje z sąsiadami, szukanie pracy czy rolę, jaką język francuski odgrywa na co dzień odkrywałam z zupełnie innej strony, niż myślałam o tym przed przeprowadzką. Chciałam więc przybliżyć Wam, którzy interesujecie się Francją, a czasem zdarza się Wam zamarzyć o wyjeździe na dłużej do Paryża. Jednocześnie jedna historia to za mało. Jesteśmy tak inni i tak różnie potrafimy odbierać te same sprawy. Poprosiłam więc kilka Polek, aby opowiedziały swoją historię.

Kasię, która zabierze głos w dzisiejszym odcinku, możecie już kojarzyć z innego tekstu na blogu. Zagościła bowiem na łamach Love for France w cyklu Alzacja polskimi oczami opowiadając o pozostałościach po epoce polowań na czarownice, jakie można odnaleźć w Alzacji. O swoim życiu i doświadczeniach Kasia mówi zwięźle, konkretnie, a jednocześnie jakby wierszem. Jeśli złożycie jej wizytę na jej blogu (link na końcu artykułu), sami zobaczycie, że taka właśnie jest. Pierwszoplanową rolę gra obraz, zdjęcie, wspomnienie i chwila, a słowo im jedynie towarzyszy, wskazuje kierunek wyobraźni. Zapraszam Was serdecznie na spotkanie z Katarzyną oraz Alzacją

Rozmowa z Kasią mieszkającą w Alzacji

Łatwo było podjąć decyzję o emigracji? Co Cię przyprowadziło do Francji?
Łatwo. Mój mąż dostał propozycję wiążącą się z awansem zawodowym, głupio byłoby ją odrzucić. Oczywiście wiedzieliśmy, że dzieciom będzie trudniej, to przecież wyrwanie ich z własnego, bezpiecznego środowiska. Ze szkół. Nie znali języka francuskiego wcale. Ale zakładaliśmy, że sobie poradzą i że w przyszłości na tym skorzystają.
Jest jedna rzecz, którą muszę wyjaśnić. Mieliśmy się przenieść do Alzacji, która nie była nam obca. Byliśmy tu już kilka razy, raz przez cztery miesiące, innym razem przez całe dwa. Mąż się szkolił w swojej przyszłej firmie, a ja poznawałam Alzację. I się  w niej zakochiwałam. Marzył się nam nawet mały, kolorowy domek w winnicach. I nie od razu , ale to marzenie się spełniło.

Co we Francji lubisz najbardziej?
Lubię francuską kuchnię. Lubię francuską różnorodność klimatyczną i krajobrazową. Lubię podejście Francuzów do życia. La vie est belle (życie jest piękne). Tego się trzymam.

A najmniej?
Biurokrację, przywiązanie do papierów, brak zaufania do wykształcenia zdobytego poza Francją. I to jedzenie o stałych porach.

Czy łatwo poczuć się we Francji jak u siebie?
Nie, nie czuje się we Francji, jak u siebie. Nie znam dobrze języka i to pewnie główna przyczyna. Poza tym Francuzi są jednak dość zamknięci i to nie sprzyja nawiązywaniu wielkich przyjaźni.

A w Alzacji?
To ciekawe, ale tak jak we Francji niekoniecznie czuję się jak w domu, ale w Alzacji już bardziej. To, że wybudowaliśmy swój dom dużo zmieniło. Mam swój kwiatowy ogródek, który zbiera wyróżnienia za tę swoją kwiecistość. To są nasze cztery ściany :) Jednak :)

zdjęcie z archiwum Kasi

Jacy w takim razie są Alzatczycy? Różnią się od Francuzów w pozostałych regionach Francji?
Lubię Alzatczyków. Są na pozór bardzo niedostępni, ale jak już kogoś poznają, to stają się serdeczni, chętni do pomocy i ciepli. Różnią się od innych Francuzów, oczywiście. Maja swój język, swoją kuchnię oraz swoją skomplikowaną historię.

Czy zdarza Ci się tęsknić za Polską? Za czym najbardziej?
Tęsknię. Pewnie. Za swobodnym wypowiadaniem się i rozumieniem, o czym szepczą ludzie. Za Warszawą, jej parkami, jej wigorem, koncertami, teatrami. Za polskimi górami, gdzie na turystów czekają otwarte, ciepłe schroniska, gdzie się gra i śpiewa przy gitarze. Itd..

W jaki sposób można pielęgnować polskość mieszkając za granicą?
Czytamy polskie książki, rozmawiamy w domu po polsku i często jeździmy do Polski. Bardzo często. Cztery, pięć razy do roku. Do tego moje dzieci chodziły do polskiej szkoły i oboje maja maturę z języka polskiego.

Opowiedz, jak narodził się pomysł tworzenia własnego bloga. O czym piszesz na „Tylko Retro Blue”?
Jak wiesz, na moim blogu jest mało tekstu i mało prywatności, ot czasem jakieś wtrącenia. Chodziło mi głównie o to, by dzielić się z innymi obrazami z życia i zdjęciami z podroży. To lubię najbardziej. Podróże w nieznane :) Poza tym bardzo lubię stare meble i drobiazgi. O nich też czasem opowiadam.

Czy do emigracji we Francji można się przygotować? Co poradziłabyś osobie, która się na nią zastanawia?
Trochę można. Choć oczywiście, potem się okazuje, że na wiele sytuacji nie jesteśmy przygotowani. Podstawą jest nauka języka. Przy tym punkcie dałabym z 10 wykrzykników. Bez tego nie warto ruszać się z kraju. Francja naprawdę jest pod względem wymagająca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAzdjęcie z archiwum Kasi

Na koniec powiedz proszę, jakie trzy miejsca na zwiedzanie poleciłabyś szczególnie.
Och, zakochana jestem na zabój w Bretanii. W tym szumie morza. Przypływach i odpływach. Widokach nieziemskich!
Bardzo polecam Dordonie. Kryje w sobie wiele tajemnic, między innymi słynne groty z malowidłami.
Polecam także okolice La Rochelle. Cos pięknego! Ten słoneczny blask, inny niż na południu, odbijający się w błękitnych okiennicach. Talmont, maleńka miejscowość nad rzeką, do której wdziera się ocean. Na starym cmentarzu rosną tysiące malw. Widokowo jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.

Kasia, bardzo Ci dziękuję za rozmowę!

Bloga Tylko Retro Blue prowadzonego przez Kasię znajdziecie pod TYM LINKIEM.

***

Czy podejście la vie est belle i koncentrowanie się na pięknych szczegółach życia jest Wam bliskie, les amis? Wolicie obrazy i zachwyty czy „mędrca szkiełko  i oko” oraz opis zdarzeń z linijką w ręku? Napiszcie, jestem bardzo ciekawa Waszego spojrzenia na życie!

Wiecie, że możecie zadać Kasi dodatkowe pytania? Komentarze są do Waszej dyspozycji :)


Podobał Ci się artykuł? Pozostańmy w kontakcie!
Polub fanpage na FB, profil na Bloglovin oraz dołącz do klasy językowej na Quizlet.


By | 2017-05-12T16:00:45+00:00 Listopad 28th, 2015|emigracja, francuska codzienność|5 komentarzy
  • Kasiu, masz piękne hortensje w ogrodzie ! Bardzo się cieszę, że mogłam Cię trochę poznać dzięki temu wywiadowi :)

  • Szczery i piękny wywiad, a takie podejście do życia jest mi bardzo bliskie. Staram się być optymistką i zauważyłam, że o wiele lepiej czuję się odnajdując pozytywne aspekty codziennych spraw, to dodaje pięknych barw życiu. Małe, codzienne radości + nie ma sensu martwić się tym, na co nie mam wpływu = moja główna zasada :)

    • Dobrze powiedziane :) Potwierdzam i ja – zauważyłam, że żyje mi się przyjemniej, łatwiej i piękniej, kiedy skupiam się na dostrzeganiu drobnych codziennych radości. Nie zawsze przychodzi mi to z łatwością i intuicyjnie, ale staram się jak najczęściej o tym pamiętać :)

  • „Och, zakochana jestem na zabój w Bretanii.” – miód na moje serce! Przybijam piątkę, Kasiu! ;) Kolejna ciekawa rozmowa – ta seria to moja ulubiona weekendowa lektura do kawy, jak już Ci Izo pisałam (i dlatego tym bardziej cieszę się, że i mnie do niej zaprosiłaś, dziękuję!). Nie wiem, czym ją sobie zastąpię, jak się cykl skończy- będę niepocieszona… ;)

    • Kasia, dzięki za tak miłe słowa! Cykl powoli się kończy, została jedna historia oraz podsumowanie. Myślę jednak, że drugie wydanie cyklu wcześniej czy później zagości na „serialowej antenie” ;)